Skocz do zawartości

OFFTOPIC - rozmowy na każdy temat


Recommended Posts

Prawda taka jest, że powinno się zaorać ministerstwo, a szkoły z narzuconym z góry programem powinny być wyłącznie w szkole podstawowej. Później są cyrki w technikach, że uczy się metod wykonywania zawodu, które obowiązywały 20 lat temu, a obecnie nikt z tego nie korzysta. Odpowiednio fachowa kadra by wiedziała co rzeczywiście jest potrzebne, aby efektywnie wykonywać dany zawód.

Link to post
Share on other sites

@Nowaj, nie piszę o szkołach w 100% prywatnych tylko o nienarzuconym z góry programie nauczania w szkołach ponadpodstawowych. Na geodezji przez praktycznie 4 lata uczyliśmy się metod, które nie są od 15 lat stosowane w zawodzie. Nauczyciel o tym wiedział, ale musiał tak uczyć, bo taka jest podstawa programowa. 

  • Popieram 1
Link to post
Share on other sites

Nieaktualizowanej? Skądże. Geodezję współczesną to miałem przez 2 tygodnie podczas praktyk w firmie geodezyjnej.
Natomiast dobrzy nauczyciele na prawdę ogarniają co i gdzie jest przydatne, no ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Taka jest moja opinia po zetknięciu się z tym osobiście.

Link to post
Share on other sites

 

 

nienarzuconym z góry programie nauczania w szkołach ponadpodstawowych.

 

Yhm.

 

Chyba każdy nauczyciel wychodzi z założenia, że jego przedmiot jest najważniejszy. Sporo uważa również, że jego metoda nauczania danego przedmiotu i wybrane przez niego, jego ulubione elementy, danego przedmiotu są najważniejsze. Brak weryfikowalnego programu oznaczałby (posłużę się swoim przedmiotem), że w jakiejś szkole dzieciaki poświęcałyby 90% czasu na gramatykę, a w innej na pisanie esejów. Pomijam kompletnie kwestie egzaminowania z przedmiotów nie posiadających programu, bo nazwanie tego absurdem jest eufemizmem roku.

 

To, że podstawy programowe nie są dostosowane do rzeczywistości to inna bajka i w tym kierunku powinny pójść ewentualne reformy. U nas wywala się za to przedmioty ścisłe, dowala historię nawet w mat-fizie, a podczas całej edukacji jest więcej godzin religii niż chemii, biologii i fizyki razem wziętych.  

  • Popieram 5
Link to post
Share on other sites

 

 

Chyba każdy nauczyciel wychodzi z założenia, że jego przedmiot jest najważniejszy.

Zgadza się, pani z techniki IV klasa uważała, że jej przedmiot wraz z kartą rowerową która jest w programie przyćmiewa matmę i historię. 

Link to post
Share on other sites

@Nowaj, No ale egzaminy kwalifikacyjne by były jedne, weryfikacja umiejętności musi być jednakowa dla wszystkich szkół. Natomiast na co jest kładziony większy nacisk mogłoby zależeć np od dyrektora. Ale np ilość przedmiotów opcjonalnych na maturę mogłaby zależeć od placówki. Wtedy myślę nie byłoby problemu, żeby zmniejszyć ilość godzin religii niezależnie od tego kto jest przy władzy. Po prostu szkoły byłyby w większym stopniu niezależne.

Link to post
Share on other sites

 

 

szkoły byłyby w większym stopniu niezależne

Pozostawianie władzy nad programem nauczania w rękach nauczycieli to najbardziej absurdalny pomysł jaki można sobie wymyślić. I nie wysilę się na większy komentarz niż prostą analogię - daj większą niezależność straży miejskiej w formowaniu prawa i przepisów, zobaczysz jak szybko porządek się odwróci i ugryzie Cie w du*e.

 

Po to jest jakaś hierarchia organizacyjna, aby było dobrze. Jeśli teraz są problemy, to ja się dwiema ręcoma podpisuję pod Nowajem, że trzeba zmienić treść programu, siatki przedmiotów, rozkład godzin, ale nie zostawiać tego podstawowym jednostkom edukującym, których jest w kraju pierdylion i każda zrobi to po swojemu.

 

Dramat... 

  • Popieram 1
Link to post
Share on other sites

Ale ja nie pisałem, że nauczyciele. Po prostu placówka ma swój program, który zatwierdziłby dyrektor jako osoba odpowiedzialna za poziom nauczania w szkole.
Wiem co masz na myśli, żeby osobe tworzace podstawy i wykonujące je były oddzielone.

Link to post
Share on other sites

Ale dyrektor to niekoniecznie osoba kompetentna w ustalaniu programu. Dyrektor to kierownik placówki który nie zawsze będzie specjalistą od edukacji z wykładanych przedmiotów, nie zawsze będzie miał skąd znaleźć ekspertów dookoła którzy mu doradzą. U mnie w jednej ze szkół dyrektorem jest WFista, bardzo dobrze prowadzi szkołę, odnajduje się w politycznych i organizacyjnych meandrach, ale serio nie chciałbym aby ustalał czego mają uczyć na lekcjach matematyki, co jest istotne w programie z biologii albo jakie lektury są ważne do przeczytania dla III klasistów.

 

Szkoły powinny wykonywać dobrze przygotowany dla nich program - ale program powinien iść z góry. 

  • Popieram 2
Link to post
Share on other sites

Dzisiaj robię sobie dzień relaksu, więc włączyłem filmik... pierwsze 5 minut.

 

Więcej pożytku byłoby z tego kolesia gdyby mu do gęby sypać ziarno i mielić na mąkę. Błądzi gdzieś po udowadnianiu, ze świat się nie skończy bo każda szkoła i każdy pracodawca sobie sprawdzi kwalifikacje, albo w ameryce uczą się inaczej a też żyją.

 

To jest irracjonalne na tylu płaszczyznach, że aż nie wiadomo od której zacząć. Wystarczy sobie wyobrazić ile teraz mamy problemów z poziomem nauczania bo jest wszechobecne parcie na "musisz skończyć studia" i "musisz mieć maturę". Klepie się w ten sposób hordy nieudaczników rokrocznie kończących te szkoły z dyplomem. Jednocześnie, podczas tej cudownej przygody po kolejnych poziomach edukacji, można się spotkać z syndromem "masz Jasiu 5 to się do lepszej szkoły dostaniesz", zwłaszcza w drobnomieszczańskich albo i wioskowych szkołach. 

 

A teraz wyobraźmy sobie, że dajemy jeszcze większą władzę poszczególnym szkołom. Toż to będzie jeden wielki festiwal przepychania tumanów dalej, żeby a) hajs się zgadzał, b) "nasza szkoła najlepsza zdawalność". I powodzenia w sprawdzaniu kompetencji... których nigdzie nie będzie. W najlepszym wypadku zdolni pozostaną zdolni, a cała reszta dostanie społeczną akceptację na bycie kretynami z dyplomami.

 

Czy świat się zawali? Nie. Czy nie umiem sobie tego wyobrazić? Umiem, ale nie chcę. A to tylko pierwszy z brzegu pomysł dlaczego takie rozwiązanie jest chore.

  • Popieram 2
Link to post
Share on other sites

sid, ale minister edukacji też nie ma pojęcia o pierdyliardzie różnych kierunków, potrzebuje do tego osób, które doradzają. Natomiast nie jest możliwe, żeby wszystkie szkoły były dobre i bardzo dobre. Co do egzaminów no to muszą być jednolite, ale sposób przygotowania do nich już nie. Takie jest moje stanowisko, ale nie wiem czy je do końca zrozumiałeś.

Link to post
Share on other sites

Jest taka branża w szkolnictwie gdzie każda szkoła ma swobodę w programie i tempie nauczania a jedynie egzaminy końcowe są odgórnie ustalone i jednolite. To branża nauki jazdy samochodem i uwierz mi że ten system nie działa. Panuje chaos gdzie każdy instruktor uczy po swojemu a każda szkoła ma inne podejście do sposobu prowadzenia szkoleń i wymagań co do własnych instruktorów. Kierownik ośrodka to po prostu kolejny instruktor który dorzuca kolejne własne pomysły na szkolenie więc żadnego ujednolicenia nie ma. Klient nie ma kompetencji oceniać jakości szkolenia i nie ma możliwości sprawdzić czy szkółka i dany instruktor zapewniają szkolenie wysokiej jakości. Jeśli po kursie chce się doszkalać do egzaminu w innym OSK to psuje mu statystyki nawet jeśli ich praca polega na nadrabianiu zaległości z 30 godzin kursu przeprowadzonego w jakimś beznadziejnym OSK do którego wcześniej uczęszczał kursant.

 

Jeśli kursant na piątej godzinie jazdy nadal nie wyjechał na miasto to nie wie czy wynika to z jego braku umiejętności, może złej woli instruktora który woli oszczędzić paliwo jeżdżąc tylko po placu a może instruktor ma taki system szkolenia że na miasto wyjedzie dopiero za kilka godzin ? Nie wiadomo bo nie ma odgórnie ustalonego jednego planu nauczania według którego kursant musiałby uzyskiwać kompetencje według konkretnych punktów. Gdyby istniał plan nauczania to istniałby również plan sprawdzania kompetencji kursanta w trakcie trwania kursu, jak egzaminy, dyktanda, klasówki w trakcie trwania roku szkolnego. Nie zaliczy podstaw nie przejdzie dalej z programem, nie umie ruszać to nie wyjedzie na miasto żeby tamować ruch na skrzyżowaniach. I klient nie mógłby być obrażonym na taką szkółkę bo w innej czekałoby go to samo, nikt nie zaryzykowałby mandatu za wypuszczanie nieprzygotowanych kursantów na miasto tak jak i szkoła nie zaryzykowałaby zamknięcia za wypuszczanie na egzaminy państwowe ludzi w ogóle do tych egzaminów nieprzygotowanych czyli po fikcyjnym lub beznadziejnie przeprowadzonym egzaminie wewnętrznym (przeprowadza instruktor w OSK). 

  • Popieram 3
Link to post
Share on other sites

 

 

Chyba po roku można mniej-więcej określić czy ktoś się nadaje czy nie.

Ba, można w większości przypadków określić to na wejście. Chodzi tylko o to, żeby po sprawdzeniu po roku nie określało się, że znakomita większość się nie nadaje bo system szkolnictwa polegający na wolnej amerykance, daje iluzję edukacji.

 

Do powyższego posta Fenia, można pokazać przykład szkół prywatnych z USA i jakie tam są wałki.

  • Popieram 1
Link to post
Share on other sites

Ja mając do wyboru z 10 szkół nauki jazdy kierowałem się właśnie opinią, pytałem znajomych o wywiad i osobiście byłem w kilku popytać się kilku szczegółów. Przez co wybrałem w miarę świadomie i na egzamin państwowy byłem bardzo dobrze przygotowany, zdając go za pierwszym razem. Nie uważam tego za zły system, jest wybór, kwestia tego, żeby konsument wyrabiał sobie świadomość.

Link to post
Share on other sites

Znajomi powiedzą Ci gdzie było miło i przyjemnie, pachnące samochody, gdzie się dużo jeździło ale co oni wiedzą o szkoleniu ? Miałem kiedyś na kursie kobietę 50+ której szło fatalnie. Nie była w stanie ogarnąć podstaw czyli techniki sterowania samochodem więc nie wyjechałem z nią na miasto tylko dzień w dzień ćwiczyliśmy na placu ruszanie, hamowanie, zmianę biegów i kręcenie kierownicą.

Po dwóch godzinach pobiegła na skargę do kierownika że nie chce już ze mną jeździć bo jestem zły. Zły bo nie zrobił tego co klient chciał a znajomi mówili że już na pierwszej godzinie jechali w miasto. Dostała nowego instruktora i pojechała w miasto wkurzać ludzi. Tak wygląda wolny rynek bez żadnych norm i ograniczeń, kasa musi się zgadzać więc klient ma zawsze racje, klientowi się nie odmawia czyli przeciwieństwo hierarchii "nauczyciel > uczeń". 

  • Popieram 4
Link to post
Share on other sites

W moim przypadku wolny rynek zweryfikował  usługe pozytywnie, zostałem dobrze przygotowany do egzaminu, z którym nie miałem problemu. Więc twoja opinia jest oparta na podstawie twoich doświadczeń, a moja na podstawie moich. Prawda pewnie leży gdzieś po środku. ;)

Link to post
Share on other sites

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Odpowiedz w tym wątku...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   1 użytkownik

×
×
  • Dodaj nową pozycję...