Skocz do zawartości

Zulaga

Bloger
  • Liczba zawartości

    868
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Wpisy na Blogu dodane przez Zulaga

  1. Zulaga
    Jak wygląda GTA IV każdy widział, każdy wie. Jak gra się w GTA IV, co denerwuje i co kuleje większość chyba też wie, ale często nic a nic z tym nie robimy. Jednych drażni model jazdy, następnym nie podoba się HUD i ikony broni, a jeszcze innym nie pasuje to, jak wyglądają niektóre postacie. Ci, którym zależy na wygodnym, komfortowym i miłym dla oka graniu już to załatwili, wśród tych osób jestem również ja. Co stoi na przeszkodzie, abyście również i Wy na nowo odkryli "czwórkę"? Absolutnie nic.
     
    Sam wiem o moddowaniu już całkiem sporo, wiedzę nabyłem najprostszą drogą- poprzez praktykę. Metoda prób i błędów jest jedyną odpowiednią, tak więc ilość reinstalli jest naprawdę trudna do zliczenia. Bywało, że w ciągu jednego tylko dnia instalowałem grę na nowo kilka razy. Od tamtej pory robię sobie kopie zapasową całego folderu z grą, co też Wam polecam, zawsze szybciej skopiujecie potrzebne pliki czy foldery niż zainstalujecie GTA na nowo. Gigabajty modów zalegają na dysku i czekają, aż je zaaplikuję albo usunę, tyle ich już mam, że często sam się gubię co już było a co nie. Dzisiaj, na początek, zajmiemy się podstawami- konfiguracją gry, przygotowaniem odpowiedniego "podłoża" pod mody oraz załadujemy byczy mod z teksturkami.
     
    Od razu po premierze było wiadomo, że optymalizacja leży i kwiczy. GTA oznaczone podtytułem IV zarzynało nie tylko słabe, ale także i mocne pecety, nawet teraz potrafi nieźle "chrupnąć" na zestawach o niemałej wydajności. Zacznijmy zatem od podstaw i jak najlepiej skonfigurujmy naszą grę. Oczywiście jeżeli gra hula i swawoli płynnie przy zachowaniu wysokiej rozdzielczości oraz zadowalającym poziomie szczegółowości grafiki, te porady można pominąć
     
    Całkiem sporo osób zawdzięcza wzrost FPS'ów tzw. commandline'om, czyli prostym plikom tekstowym, w które wpisuje się odpowiednie komendy, np. na uzyskanie lepszej płynności gry, zmniejszenie jakości tekstur, przekłamanie cd. ilości VRAM czy RAM itd., itp. Ja jednak nie mam do nich zaufania i nie wyglądają na zbytnio wiarygodne- na starszym kompie brata, kiedy zaczynałem z giercowaniem, pykałem właśnie w GTA IV. AMD Athlon 64 X2, GeForce 9600GT (pasywnie chłodzony) i 2 GB pamięci RAM nie były w stanie zapewnić płynnej rozrywki na maksymalnej rozdzielczości (bodajże 1280x1024 pikseli) i wysokich detalach grafiki, tak więc postanowiłem sprawdzić owe magiczne pliki. Zweryfikowałem przeróżne przykładowe komendy, gotowe pliki także, ale jakiegoś piorunującego efektu nie zauważyłem. Dopiero potem skapnąłem się, że istnieje coś takiego jak patch. No to jedziemy z tym koksem!
     
    Uwaga! Nie odpowiadam za jakiekolwiek wyrządzone szkody, przez co rozumiem uszkodzenie gry, moddujesz wyłącznie na własną odpowiedzialność. Przed całą zabawą zalecam zrobienie kopii zapasowej wszystkich plików gry.
     
    Wypróbowałem kilka z około siedmiu patchy i mogę powiedzieć, że wg mnie najlepsze są wersje 1.0.4.0 oraz 1.0.7.0, przy czym większość modów jest kompatybilna z tym pierwszym i to właśnie tę wersję polecam zainstalować (http://tiny.pl/hz6wz). Plik jest w formie instalatora, tak więc myślę, że z instalacją nie będzie problemu. Ten patch zajmuje 54MB.
     
    Polecam od razu pobrać też pełne spolszczenie, dzięki niemu można wyłapać wiele ciekawych dialogów i lepiej zrozumieć fabułę (http://tiny.pl/hz6cx). Tutaj instalacja przebiega tak samo jak w przypadku patcha. Spolszczenie "waży" 30MB.
     
    Dobrze, wszystko mamy już zrobione i gotowe Póki co nasza gra wygląda tak samo jak na samym początku, czyli tak jak na poniższych screenach, które zrobiłem dosłownie chwilę temu. Wstawiam do spoilera, bo sporo miejsca zajmują. Przy okazji zapuściłem również wbudowany benchmark, aby pokazać różnice, jakie ujawniają się po kolejnych etapach moddowania.
     
     
     
     
    Nawet mało wprawne oko wychwyci całkiem sporo uchybień- przede wszystkim widać tekstury słabej jakości- drogi, bandy, drzewa. Samochody są kwadratowe, nie mają prawie żadnych refleksów, nawet jeśli są ciemne. Krawędzie są poszarpane, przez co wyglądają bardzo brzydko i nie estetycznie. Ubranie Niko...też nie wygląda najlepiej moim zdaniem. Również nad cieniami trzeba będzie popracować. Do poprawki pójdzie nie tylko oprawa graficzna, pokażę jak łatwo i szybko podmieniać samochody, jak podmienić dźwięk silnika na całkiem autentyczny, zmienimy handling (sposób, w jaki prowadzą się samochody) i wszystko to, co Was interesuje.
     
    GTA IV Ultimate Textures v2.0 Na początek zabawy z modami proponuję jeden, ale za to ogromny- zmieniający wszystkie oryginalne tekstury na takie w wysokiej rozdzielczości. Tutaj link do pobrania moda w 9-ciu partach (http://tiny.pl/hz65h lub http://tiny.pl/h3g9d). W sumie zajmuje on niespełna 4,5GB, więc naprawdę dużo, jednak jest to jedyny tak wielki mod. Mogę go polecić z czystym sumieniem. W paczce znajduje się instrukcja instalacji po PL, więc i tu powinno obyć się bez kłopotu. Należy jedynie uważać, co do jakiego folderu trzeba wkleić i gotowe. Owy mod zawiera tekstury wysokiej jakości dróg i budynków, różnica jest diametralna, spadek FPS jest, ale nie tragiczny, najgorzej jest oczywiście wieczorem i nocą, wtedy Fraps pokazuje około 30-kilku FPS'ów. Screeny nie pokażą wszystkiego, najlepiej sprawdzić samemu, ale to i tak już lepiej aniżeli na początku. W folderze znajduje się plik gtxd.img- są to tekstury dróg. Ja polecam wgrać inne, ładniejsze i ciekawiej wyglądające moim zdaniem. (http://tiny.pl/hzbzq). Zajmują 25MB.
     
    Instalacja:
    gtxd.img wklejamy do pc/data/cdimages i zgadzamy się na podmianę.
    Pięć folderów (east, generic, jersey, manhat i props) wrzucamy do folderu pc/data/maps i podmieniamy wszystko.
     
     
    Jak widać na powyższych screenach, różnica jest- przynajmniej w wyglądzie, bo średni FPS jest praktycznie taki sam. Na to wskazuje owy wbudowany benchmark gry, który nie przedstawia zbyt wymagających scen. Muszę oczywiście zaznaczyć, że ten benchmark to może i nie najlepszy test wydajności, ale jednak jest powtarzalny w 100%. Dla tych, którzy uważają, że grę powinno testować się w praktyce, również coś mam- krótki test.
    Polegał on na przejechaniu z punktu A do punktu B, przy okazji zaliczając stłuczki, aby "zmęczyć" komputer, potem krótki marsz, któremu towarzyszyło rozglądanie się na każdą możliwych stron. Oba testy były przeprowadzone w bardzo podobnych warunkach- słoneczny poranek, ustawienia graficzne identyczne (oczywiście maksymalne). Do mierzenia liczby klatek posłużył Fraps.
    Wersja bez moda: Min: 31fps, Max: 54fps, Avg: 40fps. Mówiąc szczerze myślałem, że będzie lepiej, mimo to płynność animacji nie podlega dyskusji.
    Wersja z modem: Min: 40fps, Max: 61fps, Avg: 49 fps. Zaskoczeni? Bo ja bardzo. Nie dość, że gra wygląda lepiej, to do tego i działa płynniej. Magia!
     
    Okej, na dzisiaj wystarczy. Teraz wszystko zależy od Was, to znaczy czy chcecie abym kontynuował ten cykl? Odpowiednia ankieta u góry, zapraszam do głosowania. Komentarze i oceny również bardzo mile widziane.
    To co dzisiaj pokazałem to dopiero sam początek, przed nami wszystko to, co najciekawsze- samochody, postacie, modele, skiny, mapy i inne ciekawe mody. Gdyby ktoś miał jakieś problemy z instalacją modów proszę pisać, postaram się pomóc.
     
    Czekam na głos ludu, pozdrawiam serdecznie
  2. Zulaga
    "Gry są złe!". Spotkaliście się już kiedyś z takim stwierdzeniem? Ja też i to niejednokrotnie, szczególnie upodobali je sobie, nie wiedzieć czemu, nauczyciele. Może dlatego, że czas, który teoretycznie przeznaczamy na naukę, praktycznie wykorzystujemy do ubicia niemałej liczby zombiaków, wygrania paru wyścigów czy strzelenia kilku brameczek, jednak nie o tym dzisiaj będzie.
     
    Pograć każdy może i (prawie) każdy lubi, czyż nie? Jeden lubi w to, inny w tamto, gatunków jest od groma, lecz najulubieńsze i najpopularniejsze to RPG, FPS, TPS, samochodówki, przygodówki, platformówki, strategie, sandboxy i MMO. No i nie wolno zapomnieć oczywiście o grach nastawionych na sport. Wymieniłem większość gatunków, które najczęściej lądują na naszych komputerach i konsolach, o ile nie wszystkie. Z moich obserwacji wynika, że największym zainteresowaniem cieszą się te gry, w których leje się krew, a więc wszelkiej maści strzelanki i RPG. Zaznaczam, są to moje spostrzeżenia i subiektywne zdanie, nikt nie musi się z nimi zgadzać.
     
    Znacie na pewno serial "Na dobre i na złe", kojarzycie więc może pewien odcinek mówiący o chłopaku uzależnionym od grania, który aby dokończyć poziom, musiał pokonać ostatniego przeciwnika. Ucierpiała przy tym jego własna babcia, którą pchnął w brzuch ostrym narzędziem, niezbyt trudnym do zidentyfikowania- nożem. Pożałowania godne, nieprawdaż? Racja, odcinek ten był wyemitowany dobrych kilka lat temu, co nie zmienia faktu, że mógł wypaczyć pogląd ludzi na graczy. Jeśli zamiast mózgu ma się zeschnięty kalafior, to owszem, mogłoby dojść do podobnych sytuacji, ale przecież każdy swoją mózgownicę ma.
    Była raz głośna sprawa o chłopaku, który wyskoczył z okna i poważnie się pokiereszował (o ile nie zabił, nie pamiętam dokładnie, a skłamać nie chcę). Tłumaczył się potem, że skoczył, bo myślał, że ma kilka żyć jak w grze. Ludzie jednak do wszystkiego są zdolni. Ten chyba przebił wszystko inne, nawet "zagranie" się na śmierć innego gracza, hardcorowego, dodajmy.
    Uzależnionych od grania jest ponoć całkiem sporo, choć osobiście nie znam ani jednego. No chyba, że regularne, ale niecodzienne, godzinne partyjki uznamy za nałóg, to nawet ja okażę się uwikłanym w sidła gier. I pewnie wielu z Was także. Granica między owym uzależnieniem a wieczorną rozgrywką dla relaksu jest...no właśnie, jaka? Według mnie widoczna i to dobrze. Nie jest cienka i czerwona, jest gruba i czerwona.
    Kiedy wieści takie jak te powyżej oblecą Polskę, powiedzą o niej na każdym kanale, napiszą w każdym serwisie, to jakie mniemanie o nas, jako graczach, będą mieli ludzie, którzy z wirtualną rozrywką nie są za pan brat tak jak my? Chyba nie chcemy wiedzieć.
     
    Niedawno kolega wilkolak22 pisał o tym, że przy graniu trzeba znać umiar- zgadzam się w 100%. Wspomniał również o tym, że "gry od małego to nie do końca trafiony pomysł". W pewnym stopniu i to stwierdzenie popieram, aczkolwiek nie do końca. Załóżmy, że dzieciaki samodzielnie zaczynają grać w wieku około...żeby się teraz nie zbłaźnić...6 lat? Więcej, mniej, nie mam bladego pojęcia, ja przygodę z grami zacząłem z 5 lat temu, ale teraz komputer/konsole i Internet ma praktycznie każdy, więc dostęp do gier to nie problem. Jasna sprawa, jeśli takiemu kilkuletniemu urwisowi ogromną radochę sprawia odcinanie głów czy widok wypływających flaków na wierzch, coś chyba jest nie tak. Nie jestem rodzicem (jeszcze ), więc za dużo o tym nie będę pisał, skoro doświadczenia nie mam, ale moimi przemyśleniami się podzielę. To w głównej mierze zależy od opiekunów w co gra ich pociecha- przejeżdża ludzi czołgiem na ulicy, gania z kotem jako tłumikiem karabinu czy może pyka w coś, co naprawdę jest stworzone z myślą o takich najmłodszych graczach. Gorsza sprawa, jeżeli od małego nikt nie kontroluje tego, w co zagrywa się pociecha. Dlatego na rodzicach ciąży ta odpowiedzialność cd. wyboru gier czy w ogóle pozwolenia na giercowanie.
    Kolejna kwestia, którą jednak interpretuję inaczej. Grać może każdy, dosłownie, zaczynając od 5-letniego bajtla po starszą osobę, do tego grać można w co się żywnie podoba. Mnie nie zdziwi już chyba nic po tym, jak na lekcjach chemii nauczyciel ciupał w sławne Angry Birdsy A trzeba Wam wiedzieć, że to porządny żonaty facet z charakterystyczną "polanką" na głowie. Nawet się z tym specjalnie nie chował, zwinnie śmigał palcami po ekranie, uśmiechając się przy tym do całej klasy. Nikt z tego powodu nie robił mu wyrzutów, wręcz przeciwnie, byliśmy z tego faktu zadowoleni- kiedy on zaczynał grać, my kończyliśmy lekcje.
    Wiek nie ma żadnego znaczenia, żadnych barier, o ile nie tworzymy ich sobie sami- w głowie.
     
    Dlaczego gramy? Bo to sprawia przyjemność i daje dużo frajdy, można odpocząć i się zrelaksować, zapomnieć o kłopotach i odreagować. "Bezcelowe" zabijanie nie zawsze mija się z celem, ucieczka przed policją zawsze ma swoje powody, nic nie dzieje się bez powodu. Zwykłem mówić, że niejedna gra jest lepsza od niejednego filmu, biorąc pod uwagę fabułę oczywiście. Niektóre są tak nieprzewidywalne i zaskakujące, że "hity z Hollywood" do pięt im nie sięgają.
     
    Ocenianie ludzi po wyglądzie jest bez sensu, tak samo bezsensowne jest wyrabianie sobie o nich opinii na podstawie gier, w które gra. "Oho, już od młodego mu się podoba mordować i zabijać, co z niego wyrośnie...". Idąc dalej takim tokiem myślenia, dochodzę do pewnej niejasności. Jeśli graczowi frajdę sprawia wyeliminowanie wrogo nastawionego człowieka w grze i na podstawie tego niektórzy wydają osąd, że ma zrytą banię u podstawy, to co powiedzieć o tym, który uwielbia zaczytywać się w opisach męczarni torturowanych więźniów wojennych? Obie przedstawione osoby robią to, co lubią i to co chcą, to, co sprawia pojawianie się u nich wielkiego banana na twarzy, a jak niesprawiedliwie są potraktowane.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że książki zawsze były i będą nad grami, ale czy w takich wypadkach nie można ich traktować tak samo? Czytam co chcę, gram w co chcę. Czytam Czerwonego Kapturka albo Krzyżaków, gram w Need for Speeda albo Dead Island, to nie ma nic do tego, jakim jestem człowiekiem. Owszem, jeśli przykładowy gracz X będzie grał dzień i noc, zaniedbywał wszystkie obowiązki, szkołę, pracę, to można uznać, że gry nie wpływają na niego najlepiej. Mimo wszystko czerpie on z tego korzyści, czasami tylko jemu znane i rozumiane, ale to nadal korzyści! Tak samo będzie w przypadku czytelnika, którego bez reszty pochłonęła ciekawa książka. Przesiedzi przy niej kilka dni i nocy, nie będzie z niego żadnego pożytku, ale on i tak będzie zadowolony. Widać analogię? Myślę, że tak, lepiej obrazującego to zjawisko przykładu nie wymyśliłem.
    Jeden uwielbia gry, inny kocha książki, następny pała miłością do filmów. Jak nie trudno wywnioskować, nie do końca zgadzam się z tezą, która głosi "Powiedz mi, co czytasz, a powiem Ci, kim jesteś". Czemu? Bo do zeszłego miesiąca musiałbym być nikim.
     
     
    Dziękuję za przeczytanie i zapraszam do dyskusji, komentowania i oceniania wpisu
     
    EDIT:
     
    Nie, po prostu nie mogłem przejść obok tego obojętnie.
    http://www.benchmark.pl/aktualnosci/gta-iv-4-gra-dziecko-osmiolatek-zabojstwo.html
     
    Pewnie wielu z Was przeczytało już tego newsa, a jeśli nie, to polecam. Jest to kolejny idealny przykład tego, jak niewłaściwie, po prosto źle, traktowane są gry.
    Chłopak w wieku 8 lat zastrzelił swoją opiekunkę, starszą kobietę. Co policja wskazała jako bezpośrednią przyczynę tego zdarzenia? Oczywiście GTA IV, w które dzieciak ponoć grał przed nieszczęśliwym wydarzeniem. Nie wiem czy nie zadano sobie trudu, aby sprawdzić fundamentalną rzecz, która sama nasuwa się na myśl- skąd takie dziecko miało dostęp do broni palnej? Takiej, z której można zabić? Kto mógł być tak...niekompetentny aby tego nie sprawdzić, tylko zrzucać winę na grę?
    Oczywiście, wydaje mi się, że w takim wieku granie w GTA nie jest najlepszym wyborem, no ale cóż, bywa i tak. Znowu powtarza się sytuacja, którą omówiłem u góry- gra wcale nie jest głównym czynnikiem, który sprokurował całą tę sytuację, ale za taki jest uważana. Pytam też, jak dzieciaka wychowali rodzice, skoro był w stanie strzelić do niewinnej babci. Pytam co było nie tak z tym dzieckiem, bo coś nie tak było na pewno. Co z takich informacji może wynieść całkiem sporo ludzi? Zapamiętają tylko to- "Gry zabijają!".
  3. Zulaga
    Witajcie
     
    Nad tematem nowego wpisu zastanawiałem się od dawna, aż w końcu trafił do mnie niespodziewanie i można by rzec, że z zaskoczenia.
     
    "Buuuuuuuuuuuuuuuum HEAD-SHOT!!!", "Cześć, ja jestem Rock, a to jest...". Któż z nas nie zna tych słów? Te pierwsze są autorstwa nie kogo innego, jak Patryka Rojewskiego, znanego szerzej jako Rojo. Te drugie padają chyba na każdym filmiku Remigiusza Maciaszka, czyli Rocka. Jeśli nie znacie powyższych cytatów, to obu Panów już na 99% tak. Nie mówię oczywiście, że każdy jest ich zagorzałym fanem, ale słyszeć to wielu o nich słyszało. Czemu jest o nich tak głośno? Czym zasłużyli sobie na taką popularność? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście. Zapraszam
     
    Obaj Panowie konta na YT założyli w 2010 roku. Do tej pory obaj zebrali po ponad 600 tysięcy subskrypcji, ich profile wyświetlono więcej niż 100 milionów (!) razy każdy, Rock ma już powyżej 2000 filmów, wskaźnik Roja wskazuje obecnie liczbę niespełna 1500 filmików. Liczby te stale rosną, żadna z nich nie maleje i zapewne nigdy czegoś takiego nie zobaczymy. Co z tego wynika? A to, że robią to, co lubią i co sprawia m wielką frajdę, a przy okazji pokazują, jak wiele można zdziałać, jeśli ma się tylko dobry pomysł, niewyczerpalne zapasy chęci i motywacji oraz kopalnię czasu.
     
    Jeszcze rok czy może dwa lata temu nie słyszałem o czymś takim jak gameplay, let's play czy vlog. Teraz nie są to już terminy obce dla mnie, bowiem wymienione zjawiska stały się na tyle popularne, że ciężko się z nimi nie spotkać w "dzisiejszych Internetach". Kolega opowiadał, że gościu nagrywa to, jak gra, komentuje wszystko i trzepie na tym niezłą kasiorę. Wiedziałem, że pieniądze można dostawać za wiele, naprawdę wiele rzeczy, ale o tym nigdy nie pomyślałem. Rzecz jasna, o AdSense czy innych programach partnerskich to mi się nawet nie śniło, choć potrafię nieźle filozofować.
     
    Zawitałem na kanał Rocka, obejrzałem kilka minut jednego z wielu odcinków, a uznawszy, że to nic dla mnie, wyszedłem i nie myślałem o tym, by tam wracać. Po prostu mnie to nie zaciekawiło, nie wciągnęło. Jak jest teraz? Od czasu do czasu oglądnę kawałek rozgrywki, ale zazwyczaj tylko w określonych wypadkach- albo wtedy, kiedy wiem, że nie zagram w daną grę (np. Uncharted, bo nie mam i nie zamierzam mieć konsoli [nie, to nie wstęp do wojenki PC vs konsole]), albo chcę sobie popatrzyć jak wygląda jakaś gra, czy warto ją kupić czy nie. Ale bywa również tak, że oglądam to tylko po to, żeby uświadomić sobie jak różne i odmienne emocje budzą gry, no albo żeby porównać jak zrobił to on, a jak ja.
     
    "Od czasu do czasu oglądnę kawałek rozgrywki..."- żeby nie było wątpliwości- nie znaczy to, że oglądam filmiki w odstępach czasowych wystarczających jedynie na posiłek i WC, albo że zaglądam tam raz na ruski rok. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność- chcę, mam czas i ochotę, to oglądam teraz, nie mam czasu, chęci ani humoru- zostawiam to w spokoju.
     
    Nie rozumiałem, nie rozumiem i nie zrozumiem ludzi, którzy wolą obejrzeć kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt odcinków, zamiast przejść grę samemu. No chyba, że komuś nie ruszy, to mogę zaakceptować. Mógłbym oglądać właśnie 34 odcinek u Rocka albo 59 u Tivolta jeśli chodzi o serię z GTA V. Ale tego nie robię. Czemu? Bo nie chcę popsuć sobie zabawy. Jestem na 99% pewien, że gra wyjdzie na blaszaki, więc na pewno ją zakupię i zagram, toteż nie chcę znać żadnych szczegółów, żadnych spoilerów. Bo co by to była za frajda, gdybym wiedział zza którego rogu ktoś wyskoczy i strzeli? Bez sensu.
     
    Za co ludzie tak ich kochają? Wydaje mi się, że za wiele spraw.
    Do artykułu (można tak to nazwać?) wybrałem Rocka i Roja, czyli dwóch zapaleńców, pasjonatów kochających się w grach, graniu i wszystkim co z tym związane. Ponadto są jednak wielkimi przyjaciółmi, rzec by można, że braćmi. Grom podporządkowali chyba całe swoje życie, lecz czy jest w tym coś złego? Przynajmniej ich żony nie mają na co narzekać- cały czas są w domu Nie nagrywają tylko z gier- kręcą vlogi, są obecni na wielu branżowych, że się tak wyrażę, imprezach i, zabłyszczę, eventach. Chyba nie skłamię jeśli napiszę, że są bardzo zaangażowani w rozwój polskiego YT. Oczywiście mają też swoje blogi, Facebooki czy Twittery, ale kojarzy się ich głównie z YouTube.
     
    Podziwiam ich przede wszystkim za zaangażowanie, wytrwałość i głównie pasję. Żeby codziennie wstawiać minimum jeden filmik, a zwykle jest ich więcej, trzeba nagrywać każdego dnia. Zrobią dzień przerwy i zaczyna się wielki spam, że nic nie ma. Dla niektórych ich filmiki są już jak poranna kawa, potrzebna, aby zacząć żyć.
    Mnie osobiście vlogi nie ruszają. Zależy od tematu, ale jakoś do mnie nie trafiają i najczęściej je omijam. Nie mówię przez to, że są złe, co to, to nie. Nie mój gust.
     



     
    Rock - facet z pieprzykiem na czole, zawsze uśmiechnięty i radosny, ale spokojny i opanowany. Rojo to mieszanka wybuchowa- raz przy nim płaczesz, a raz robisz w gacie. Wrzeszczy, ryczy, piszczy, śmieje się, wariuje...ale taki już chyba jest i za to ludzie go lubią. Za otwartość i szczerość, za to, że pokazuje (dosłownie) co czuje. Albo ich lubisz, albo nie. Na pierwszy rzut oka są to jednak przesympatyczni panowie, których nie można nie lubić. Jeśli mnie pamięć nie myli, to brali udział również w jakichś akcjach charytatywnych, ale pewności nie mam. Organizują konkursy z wieloma atrakcyjnymi nagrodami (no bo kto od strzału załatwia kilkadziesiąt kluczy do BF'a 3 do rozdania?), również pierwsze zloty fanów są już za nimi. Ci, którzy mieli z nimi okazję pogadać na żywo, wypowiadają się o nich w samych superlatywach.
     
    Łączą przyjemne z pożytecznym. Grają i gadają, relacjonują i recenzują, a przy okazji zarabiają. Nie chcę wchodzić w szczegóły dotyczące ilości tych pieniędzy, bo to nie moja działka, nie mam na ten temat żadnej wiedzy, a poza tym jakoś specjalnie mnie to nie interesuje. Liczy się jednak sam fakt. Można by rzec, że robią to, co kochają- grają. Pieniądze są tu chyba tylko dodatkiem, bo jeśli chodziłoby tylko i wyłącznie o nie, to mielibyśmy po 10 filmików na dzień, żeby było, żeby nabić wyświetleń i subów. Jak pisałem wcześniej, granie niesie dla nich za sobą podwójne korzyści- emocjonalne i finansowe. Nie uważacie, że taka praca, bo tak chyba można to określić w tym wypadku, jest wręcz idealna? Możesz, nie musisz, ale chcesz. Jednak nic od razu.
    Jest teraz na YT wysyp młodych "zagrajmerów" i "lejtsplejerów", którzy chętnie poszliby w ślady Rocka, Roja, Tivolta, Reziego, Seta czy skkf'a. Nie wiem, niektórzy fajnie nawijają, ale co poniektórzy to klękajcie narody...trzeszczący mikrofon, zniekształcony głos, obraz nagrywany skarpetą, zero pomysłu, zero zaskoczenia. Zwykły komentarz, zwykłe granie. A tak się nie da. Żeby się wybić, musisz się wyróżniać czymś szczególnym, po prostu musisz. Przynajmniej ja tak uważam. "Tarczownicy" uwielbiają żywiołowość Roja, inni ogarnięcie Rocka, kolejni(e) oglądają Reziego po to, żeby go zobaczyć i napisać w komentarzu, że jest słodki. Są też "Jebacze" Tivolta, o których nie wolno zapominać. Nie śledzę na bieżąco strefy "zagrajmerskiej", ale myślę, że pojawienie się kolejnych takich grup to tylko kwestia czasu.
     
    Podsumowując- podziwiam i mam nadzieję, że jeszcze długo będę mógł słuchać i oglądać tych dwóch Panów oraz całą resztę, bo bez nich byłoby trochę szarawo i nudno. Zawsze przecież warto dowiedzieć się czegoś nowego, ciekawego, a kto wie, może wśród nas jest przyszły youtuber, który podbije rzesze ludzi?
     
    A jakie jest Wasze zdanie na temat tego wszystkiego? Zasłużenie są tak popularni i rozchwytywani? Taka praca jest jak każda inna? A mnie co napiszecie w komentarzu? Pozdrawiam
     
    PS. Ciekawe co na ten tekst powiedzieliby Panowie R?
  4. Zulaga
    Witajcie ponownie!
     
    Na samym początku chciałbym przeprosić za ostatni przestój w dostarczaniu moich wypocin, jednak miałem spory natłok obowiązków związanych z nową szkołą itp., itd., ale już wracam i postaram się systematycznie coś skrobać
     
    Już raz pisałem o Battlefieldzie 4, dzisiaj zrobię to ponownie. Tym razem nie będę snuł przypuszczeń i nie będę gdybał, bo przecież wersja beta tej gry hula w najlepsze. Jest dobra do tego stopnia, że spędziłem przy niej już kilkanaście godzin. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jestem raczej zapalonym "singlowcem" i do multi po prostu jakoś mnie nie ciągnie. Niektórym może się to wydawać dziwne, sprzeczne z logiką i założeniami niektórych gier, ale tak to już ze mną jest. Jednak teraz chyba coś się zmienia...
     
    Kupiłem Crysisa, na multi nawet nie zwróciłem uwagi. Kupiłem kilka NFS'ów, multi dla mnie nie istniało. Kupiłem FIFĘ, multi jakby nie było. Battlefielda 3 miałem...używanego, więc siłą rzeczy grać w multi także nie mogłem. Co zatem sprawiło, że pobrałem oficjalną betę nowej odsłony gry tworzonej przez DICE?
     
    Sam do końca nie wiem.
    Na pewno była we mnie chęć, aby sprawdzić, jak moja maszyna poradzi sobie z tą produkcją, czyli potraktowałem to jako swoisty benchmark. Poza tym gry, którymi dysponuję, powoli mnie nudziły, toteż chciałem spróbować czegoś zupełnie nowego. No i chyba najważniejsza sprawa...wierzcie lub nie, ale to jest dopiero druga gra, w którą gram przez sieć. Pierwszy był Combat Arms, darmowy FPS. Zatem moje umiejętności są naprawdę średnie, żeby nie powiedzieć słabe, a przynajmniej wg mnie. To była chyba moja myśl przewodnia, kiedy ściągałem betę- sprawdzić się na tle innych, zobaczyć czy to serio takie wciągające i ciekawe.
     
    Nie pamiętam dokładnie którego dnia pobrałem grę, ale załóżmy, że niecały tydzień temu. Wybór serwera, nad spojrzeniem i ogarnięciem trybów rozgrywki nawet nie myślałem. Wylądowałem w czołgu, przejechałem kilkaset metrów i mnie zestrzelili. Potem znowu i znowu. O nie, tak być nie będzie. Wyszedłem i zaatakowałem inny tryb, zwący się Domination. Wtedy zaczęła się dla mnie prawdziwa gra. Od razu rzucono mnie na głęboką wodę, walka wrze, ja biegam od budynku do budynku, od auta do auta, żeby się tylko nie wychylać. I tak mnie zdjęli, ci z dachu. Pierwszy dzień czy dwa w moim wykonaniu najlepiej pominąć i puścić w niepamięć. Narobiłem sobie takich strat w statystykach, że nawet lepsza gra obecnie nie pozwala na wyjście "na czysto".
     
    Mapa Siege of Shanghai jest dosyć rozległa i z początku nie umiałem sobie z tym poradzić, nie wiedziałem gdzie wchodzić, a gdzie nie, więc byłem łatwym łupem dla snajperów (i nie tylko). Z czasem, kiedy poznałem różne zakamarki mapy, przejścia, przeloty, ulubione miejsca snajperów, tereny, gdzie samemu lepiej się nie zapuszczać, radziłem sobie coraz lepiej.
     
    Rozgrywka zaskoczyła mnie swoją szybkością i dynamicznością, nie ma chwili wytchnienia, nie możesz stanąć za rogiem i iść do kibla, jak to było w przypadku Combata. Wiem, że to porównanie jest głupie i bezsensowne, ale chcę tylko pokazać, jakiego przeskoku jakościowego doznałem, o trudności nie wspominając. Nie ma czegoś takiego jak "kampienie", tutaj trzeba biegać i biegać, bo chwilowy przystanek zwykle kończy się deadem. "Dachowcy" też łatwego życia nie mają- stale muszą mieć na oku windę i drabinę, inaczej można ich wystrzelać jak kaczki. Wiem też już, że trzeba uważać przy wychodzeniu z windy właśnie- jeśli są tam moi, to luz, jeśli jest tam pusto, to nie luz. W jakichś 80% przypadków wychodzi koleś z lewej z shotgunem, pif-paf i koniec, dziękuję, do widzenia. Jeżeli wrogowie są na skraju dachu, to da się to rozwiązać, choć walcząc samemu vs kilku jest ciężko.
     
    Szumnie zapowiadający się system levolution jest ciekawy i dobrze zaimplementowany, choć spodziewałem się czegoś więcej. Przewracające się drzewo obok kontenerów u mnie ląduje zawsze w tym samym miejscu, roztrzaskane regały i biurko w pokoju znajdującym się koło korytarza prowadzącego do windy też wyglądają jakoś dziwnie podobnie za każdym razem. Mimo to kruszące się mury, rozpadające rzeźby czy tłuczone szyby wyglądają i zachowują się tak, jak powinny. Rozwalić można naprawdę dużo, nie wszystko, ale to i tak dużo.

     
    Grafika to temat, który jest jednym z głównych, jeśli mówi się o Battlefieldzie. Przy każdej nowej odsłonie powraca jak bumerang. Tu nie jest inaczej, bowiem oprawa wizualna stoi na wysokim poziomie. Rozbłyski słońca, refleksy, odbicia, cienie, krawędzie, dobrze zbalansowane kolory i wysokiej jakości tekstury (choć nie wszystkie) składają się na efekt, który może zapierać dech w piersiach (momentami oczywiście). Wiem, to jedna mapa, ale jeżeli reszta będzie wykonana z taką samą szczegółowością i dokładnością, to ja nie mam pytań.

    Jestem także rozentuzjazmowany oprawą dźwiękową. Wybuchy granatu, wystrzały z broni, przewracające się fragmenty pomieszczeń czy puszczenie szyb w drobny mak brzmią jak prawdziwe.
     
    Na całe szczęście optymalizacja również jest ok, a przynajmniej taka jest moja opinia. Gra automatycznie wybrała ustawienia wysokie, dzięki czemu liczba klatek oscylowała koło 50-60. Niestety zdarzały się okropne dropy FPS'ów, które trwały krótko (maksymalnie 3 sekundy), ale uniemożliwiały i utrudniały rozgrywkę. Ostatnio tego problemu już nie zauważyłem i mogę grać komfortowo.
    Gadając z kumplem w szkole zastanawiałem się czy komputer zapewni odpowiednią wydajność, żeby pykać na maksymalnych ustawieniach. Postanowiłem to sprawdzić, wszystko na fulla, myślę sobie, coby chociaż te 20-30 klatek było, a tu bam. Gra działa płynnie i bez żadnych zacięć, nawet podczas szybkiej wymiany ognia, gdy na ekranie dzieje się bardzo wiele. Wchodzę w opcje, żeby upewnić się, że ustawienia graficzne są zmienione- no i są. Włączam Frapsa, przez kilka minut walki zapisywał liczbę klatek na sekundę. Co z tego wynikło?

     
    Dla zainteresowanych mój konfig to:
    i5 2500K+ Fortis
    Gigabyte HD 7870
    8GB RAM 1333mHz
    Gram oczywiście w rozdzielczości FullHD, żeby nie było wątpliwości.
     
    Wczoraj pojawił się u mnie jakiś dziki błąd- zazwyczaj kiedy ktoś mnie zabije, choć nie jest to regułą, to obraz zacina się i wywala grę do pulpitu z komunikatem "Program Battlefield 4 przestał działać...". Już zdążyłem się porządnie na to zdenerwować, bo miałem kilka razy dobre staty, a się nie zapisały.

    Kolejnym minusem jest długie, a czasami bardzo długie, ładowanie poziomu. Nie wiem czym jest to spowodowane i od czego to zależy, bo raz wchodzi od razu, a kiedy indziej muszę czekać znacznie dłużej.
    Patrząc na moje K/D (obecnie 0.78) można wywnioskować, że nie gram jakoś szczególnie. Sporo killów, ale deadów jeszcze więcej. Mimo to dla mnie taki wynik jest zadowalający, bowiem w wielu turach plasuję się na podium. Prawie 12h już przegrane, do zakończenia testów może dobiję do jakichś 15-17 godzin.
    Miała być ankieta, ale w związku z opóźnieniem opublikowania wpisu nie ma ona najmniejszego sensu i prawa bytu.

    Reasumując, wersja beta ma swoje błędy, co jest całkowicie normalne i dopuszczalne, w końcu beta-testy służą do ich wykrycia i usunięcia. Dzisiaj wieczorem znowu odwiedzę Szanghaj, próbując upolować nożem kilku modów i ekspertów. Wierszyk już się tworzy, ale bez tych kilku screenów z blaszkami cały misterny plan pójdzie w...Po co to wszystko? A po to, żeby mieć pełną wersję Battlefielda 4. I nie, nie do grania w single, tylko do ciupania z prawdziwymi ludźmi. Bo w końcu zauważyłem, że w niektórych grach trzeba zwrócić uwagę na multi.
     
    Jeśli kogoś interesuje jak wyglądają moje poczynania w grze, to tutaj znajdzie wszystko czego duszyczka zapragnie
    http://battlelog.battlefield.com/bf4/soldier/Zulaga/stats/910499643/pc/
     
    Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na polu bitwy
  5. Zulaga
    Poprzedni wpis spotkał się z niemałym zainteresowaniem z Waszej strony, co potwierdziła ilość głosów w ankiecie, komentarzy a także punkcików reputacji. Jak wypadła ankieta? Sam jestem zaskoczony, że tak dobrze. Liczba głosów-24 (przynajmniej tyle jest pierwszego września ), z czego 18 to głosy na "Tak" oraz po 3 na "Nie" i "Obojętne". Jak więc nie trudno wyliczyć, 75% głosujących liczy na kontynuowanie cyklu, z czego jestem niezwykle rad. Nie przedłużając zapraszam do czytania!
     
    Na początku spatchowaliśmy grę do wersji 1.0.4.0 i zaaplikowaliśmy mod Ultimate Textures v2.0, którego zadaniem było poprawienie jakości tekstur przede wszystkim budynków, ale innych obiektów również. Do tego dodaliśmy DKT70 Road Textures VeN Edit, czyli całkowicie nowy wygląd dróg. Co mam dla Was na dzisiaj?
     
    Za radą użytkownika Synergia postaram się objaśnić co zrobić, aby spatchować grę do wersji 1.0.4.0 mając ją zakupioną na Steamie. Tam oryginalnie jest ona na patchu najnowszym, 1.0.7.0, od biedy do moddowania się nadaje, mimo wszystko polecam wykonać downgrade. Przyznaję, że nigdy nie miałem z tym do czynienia, a więc opisane tu porady będą w moim przypadku czysto teoretyczne, nie mam możliwości sprawdzić czy ten sposób działa na 100%, ale jeżeli ktoś już wypróbuje tę metodę prosiłbym o podzielenie się informacją o skutkach tego zabiegu Zalecam również wykonanie kopii zapasowej plików na wypadek, gdyby coś się pokiełbasiło.
     
     
     
     
    No, teraz możemy wrócić do samych modów.
    Chcecie mieć widok z pierwszej osoby? Nic prostszego, wystarczy, że pobierzecie First Person Mod v1.1 i gotowe. Link tutaj- http://tiny.pl/h3h8v
    Zawartość folderu (poza plikiem ReadMe) wklejamy do głównego folderu GTA IV i już możemy cieszyć się widokiem "z oczu" Niko. Mod ma jednak swoje wady- podczas bijatyki pięściami albo kijem baseballowym kamera automatycznie przechodzi w tryb widoku z trzeciej osoby, ale podczas strzelania, biegania czy jeżdżenia wszystko jest ok. Wiadomo, kokpity samochodów nie powalają szczegółowością ani jakością wykonania, no ale nie ma się co dziwić- pierwotnie taki widok nie był dostępny, więc o tym nie myślano, a poza tym warto patrzeć na drogę, bo łatwo zaliczyć "dzwona".
    Aby podczas chodzenia przejść w tryb kamery FPS należy dwukrotnie, szybko wcisnąć klawisz odpowiadający za zmianę kamery- nominalnie "V". Podczas jazdy po prostu pomijamy kilka trybów i w końcu zobaczymy wszystko zza kierownicy. Dostępny jest również tryb retro, czyli widok na bohatera z góry. Kilka screenów z modem w akcji.
     
     
     
    Co dalej...w sumie jak już jesteśmy przy tych wnętrzach samochodu, że brzydkie i kanciaste, to może od razu zmieńmy kilka autek. Do podmiany aut potrzebne będą dwie rzeczy- program do podmiany oraz folder z odpowiednimi plikami, które owym programem zamienimy z oryginalnymi. Te pliki to nowy model pojazdu, tekstury i dane dotyczące osiągów maszyny, dostępnych kolorów itp.
     
    Do szybkiego i bezproblemowego podmieniania pojazdów przydatny będzie GTA IV Vehicle Mod Installer v1.3 (http://tiny.pl/h3qqj). Teraz sprawa najważniejsza- pojazd, który chcemy wgrać. Ja podmienię sobie Turismo, bo wiem gdzie szybko je znajdę. Masę samochodów i motocykli znajdziemy choćby tutaj http://tiny.pl/h3qqk
    Na początek instalujemy oczywiście program do podmiany aut, wskazujemy główny folder GTA IV i w sumie to tyle. Należy dodać tylko czy pliki z nowym pojazdem są jeszcze w archiwum czy w folderze- ja zawsze wszystko wypakowuję, a więc zaznaczam opcję "Vehicle install from folder". Teraz wygląda to tak:
     
     
    Nadszedł czas na najważniejsze- samochód (ewentualnie jakiś jednoślad) do podmiany. Warto zadać sobie choć troszkę trudu i zobaczyć jak auto wygląda w grze- głównie chodzi o to, ile ma drzwi i jakie ma osiągi. Ja skoro podmieniam Turismo, które jest jednym z najszybszych aut w grze, muszę wybrać coś, co będzie jego odpowiednikiem w realu, przynajmniej mniej więcej. Ja wybrałem sobie Ferrari Italię 458, nada się na pewno. Paczki z plikami zajmują zwykle kilka MB, maksymalnie kilkanaście, ale to co wybrałem aż 36MB! Czuję, że jakość wykonania i dbałość o szczegóły stoją na najwyższym poziomie. Okej, wypakowane, przechodzimy do programu, klikamy "Browse", wyszukujemy folder, gdzie znajdują się pliki z rozszerzeniami .wtd i .wft (tylko po jednym), potem "Next", jeszcze raz "Next" i powinna pokazać się nam lista wszystkich pojazdów w grze- wybieramy ten, który chcemy podmienić, w moim wypadku jest to Turismo jak wiecie Znowu "Next" i jeśli pokaże Wam się to:
     
     
    to wiedzcie, że jeśli coś się miało stać, to już się stało. Dobra, sprawdźmy jak wygląda teraz nasze Turismo.
     
     
    Nieźle, co nie? Jak widać autor zadbał też o kokpit, który wygląda całkiem ładnie.
    Odbicia na karoserii i szybach nie wyglądają jeszcze tak, jak w moim zamierzeniu powinny wyglądać, mimo to jest już dobrze. Zaczekajcie tylko do kolejnej części moddingu, w której zajmę się ENB- czyli wyciskanie ostatnich soków z komputera, żeby tylko gra "chodziła" płynnie
     
    Kontynuując temat samochodów, wiele osób ma problemy z zainstalowaniem prędkościomierza, więc pokażę jak to zrobić.
    Paczkę z potrzebnymi pliczkami pobieramy stąd http://tiny.pl/h3qgr
    W środku mamy folder SpeedoIV, a w nim znajduje się katalog Default oraz plik Config. Jak się domyślam, większość z Was wolałaby, aby odczyt był w km/h a nie mp/h, tak więc wchodzimy w plik Config, wyszukujemy linijkę tekstu EnableKMH= false i właśnie false zmieniamy na true. Zapisujemy i zamykamy plik. Przepraszam za wprowadzenie w błąd, aby mieć prędkość w km/h nic nie trzeba zmieniać, przepraszam za kłopot Zostaje nam cały folder SpeedoIV oraz pliki xlive.dll, ScriptHook.dll, SpeedoIV.asi wkleić do głównego folder gry. Gotowe!
    Odpalamy GTA, wchodzimy do jakiegoś pojazdu i jeśli wszystko zrobiliśmy dobrze, powinniśmy ujrzeć wokół radaru licznik. Wygląda to tak.
     
     
     
    Dobrze, na dzisiaj to wszystko, jeśli jakiś mod interesuje Was szczególnie- piszcie.
    Pozdrawiam gorąco i życzę...udanego powrotu/startu w szkole
  6. Zulaga
    Witam w kolejnej części cyklu moddujemy GTA IV! Jest mi niezmiernie miło, że poprzednia odsłona cieszy się taką popularnością (patrząc w perspektywie innych moich wpisów), piszecie o błędach i komentujecie to, co robię. To motywuje do dalszego działania Zapraszam niżej, bo dzisiaj zajmiemy się kilkoma ciekawymi aspektami gry.
     
    ENB Series. Ktoś, kiedyś, gdzieś, coś. Myślę, że wielu z Was już słyszało o czymś takim, a może i nawet bawiliście się z tym w taki czy inny sposób. Krótko i prosto mówiąc- jest to modyfikacja graficzna, dzięki której można zmienić oprawę wizualną GTA nie do poznania. W znaczeniu pozytywnym i negatywnym, różnie bywa. Raz wszystko działa cudownie i pięknie, za jakiś czas instalujesz inną wersję i klapa, widzisz zrypane tekstury, pełno bugów uniemożliwiających przyjemną rozgrywkę. Dlatego też polecam być ostrożnym z tymi modami, mogą wyrządzić wiele szkód, w najgorszym wypadku czeka nas reinstall gry. Moje próby traktujcie jako eksperymenty na króliku doświadczalnym, powiem co działa a co nie, co polecam a co nie.
     
    Przyznaję, że nie będę porównywał dziesięciu konfiguracji ENB, bo po prostu nie mam na to ani chęci, ani czasu (robienie wielu kopii plików o wadze ponad 13GB trochę zajmuje). Wybrałem, wg mnie, najlepszą z setek wersji i dzisiaj ją przedstawię. W sumie przetestowałem z...25 konfigów? Myślę, że to minimum, a więc rozeznanie jako takie mam, choć wszelkie uwagi wezmę pod uwagę Dobrze, zaczynajmy zatem!
     
    Najlepszym ENB jaki do tej pory używałem jest Direct Graphics od Fabriciuza, pobrać paczuszkę możecie stąd http://tiny.pl/h377n. Zajmuje ona 180MB, ni to dużo, ni to mało, lecz w sam raz
    W środku mamy pięć folderów (po rozpakowaniu "HD Textures"). Postaram się króciutko opisać każdą z zawartości katalogów, tak, żebyście wiedzieli co instalujecie.
     
    - Direct Graphics- główne pliki modyfikacji, w których zapisane są przeróżne komendy, obrazy czy też informacje o obecnej konfiguracji moda.
    - HD Textures (Optional)- jak widnieje w nazwie, są to tekstury HD, które opcjonalnie możemy użyć. Dokładniej są to nowe tekstury dróg oraz roślinności.
    - If it doesn't work- sama nazwa wskazuje przeznaczenie folderu- w archiwum zawarte są pliki i foldery, dzięki którym w razie problemów uda nam się odpalić grę/ moda.
    - Optional Presets- ustawienia, które sami możemy zdefiniować wklejając tylko odpowiednie pliki do odpowiednich folderów.
    - SweetFX- mała, aczkolwiek znacząca modyfikacja, jest to rodzaj filtrowania tekstur, dzięki któremu pozbędziemy się nierównych i brzydkich krawędzi.
     
    Okej, to by było.
    Całą zawartość folderu Direct Graphics wklejamy do głównego folderu GTA IV i podmieniamy pliki. Sprawdźmy teraz jak wygląda nasza gra.
     
     
    Teraz możemy przejść krok dalej. Tekstury dołączone do moda możemy wgrać, mimo, że drogi już wcześniej podmieniliśmy. Z folderu HD Textures (Optional) kopiujemy folder pc i wklejamy do głównego katalogu gry, zgadzamy się na zamianę.
     
    Przejdźmy do opcji nadobowiązkowych.
    Bloom- wydaje mi się, że chodzi tutaj o smugi światła- lens flare. Czemu nie, plik enbbloom.fx wklejamy do głównego folderu GTA IV.
    Depth of Field- tu jak mniemam rozchodzi się o rozmycie pewnego obszaru obrazu, do wyboru mamy dwie opcje- daleki (far) i bliski (close). Do normalnego grania zalecany jest ten pierwszy, do zdjęć i filmików drugi. Wybrałem opcję drugą, plik wklejamy tam gdzie zwykle- do głównego folderu gry.
    Effects- efekty kamery, pomijam.
    More or less bloom- to co na początku z tym, że mamy do wyboru dwie opcje- mniej lub więcej owych smug światła. Wybieram opcję more
    Motion Blur- tutaj do wyboru jest aż 5 opcji. Jest to efekt znany z choćby Crysisa- przy szybkim ruchu myszką otoczenia się rozmywa, podobnie przy jeździe samochodem. Ja wybrałem opcję Heavy MB.
    Settings- opcje graficzne zależnie od naszego komputera, ja szalony człowiek i wybieram wersje Ultra-End Config! Którą też wklejam do gł. folderu gry.
    Również SweetFX w całości wrzucam tam gdzie poprzednio resztę. Wydaje się, że z moda wycisnąłem maksimum możliwości. Zobaczymy co teraz pokaże nam GTA.
     
     
     
    Bałem się, że komp nie da sobie rady z takim zadaniem. Postanowiłem znowuż sprawdzić płynność i przejechałem tę samą trasę w tych samych warunkach. Wyniki? Tym razem mnie nie zaskoczyły.
    Min fps: 23
    Max fps: 35
    Avg fps: 28
     
    Mimo to troszkę się zdziwiłem, ponieważ gra się przyjemnie, jasne, czuć dropy, ale jest ok. Zalecam jednak troszkę zejść ze szczegółowością dla uzyskania kilku dodatkowych fps'ów. Wbudowany benchmark również nie skłamał pokazując średnią ilość klatek/s w granicach 30.
    Po zmianie opcji bloom na less jest o niebo lepiej, bardziej realistycznie do tego.
     
    Jednak to nie wszystko co dziś dla Was mam
     
    Autor moda w wielu kwestiach zostawił nam wolną rękę, dzięki czemu dowolnie możemy modyfikować ten dokładnie ENB Series. Jak? Podczas gry kliknijcie równocześnie Shift+Enter, a wyskoczy Wam tabelka z wieloma opcjami do zmiany. Bawić się można do woli, ja pokażę swoje rezultaty i co można w ten sposób osiągnąć.
    Wyłączyć i włączyć można wiele opcji, ja polecam wyłączyć przede wszystkim SkyLighting oraz...Bloom. Nie, nie żartuję sobie. Teraz cienie są dużo ciemniejsze i wyraźniejsze, ogólne środowisko gry również mocniej kontrastowe, przez co znacznie ładniejsze. Opcji zmiennych jest naprawdę dużo, tak więc konfiguracja wedle własnego widzimisię jest jak najbardziej możliwa. Zobaczcie jak teraz wygląda moja gra.
     
     
    I co, jak Wam się podoba? Ponownie wykonałem mój teścik. Zobaczcie na to, co wyszło.
    Min fps: 30
    Max fps: 42
    Avg fps: 36
    Jak widać powyżej, warto poświęcić chwilkę czasu na skonfigurowanie niektórych opcji po swojemu. Nie dość, że gra może na tym tylko zyskać, to do tego działa płynniej. Nie będę musiał zatem wcale zmniejszać jakości detali czy wrzucać innych ustawień- przy 35 klatkach/s gra się naprawdę miło (przynajmniej mnie).
     
    Piszcie, komentujcie, pytajcie, dyskutujcie, dzięki za każdą opinię i komentarz
     
    Pozdrawiam gorąco.
  7. Zulaga
    Nie ma co ukrywać, Need for Speeda znam ja i znasz go Ty, prawda? Prawda. Chcemy pamiętać, rzecz jasna, NFS'a za najlepszych lat, które jak może się wydawać, przeminęły bez powrotu. Czyżby? Niestety chyba tak. Czy najnowsza odsłona tej legendarnej serii da jej drugi oddech i wprowadzi nieco świeżości? Tak. Ale tylko jeśli chodzi o grafikę, a jak dobrze wiecie, grafika to nie wszystko. Cofnijmy się zatem do momentu, w którym jeszcze było dobrze, choć do głosu zaczynały dochodzić nuda i monotonność.
    Uwaga! Wpis zawiera moje opinie i poglądy, nikt nie musi się z nimi zgadzać.
    Mamy sobie listopad 2006 roku. Kto wie jaka część wtedy wyszła? Podpowiem, że to Carbon Poprzednicy tej odsłony, tj. Underground i Underground 2 a także Most Wanted zostali przyjęci bardzo, bardzo dobrze. Zwłaszcza U2 i MW mocno i wyraźnie wyryły swoje inicjały w pamięciach graczy, nie dając o sobie zapomnieć. Carbon zły nie był, gdzież tam, ale już zaczęły pojawiać się pierwsze odgłosy niezadowolenia. Mnie ta część spodobała się tak bardzo, że w ciągu kilku lat jej posiadania przeszedłem ją bodajże 5-6 razy. Nie, nie nudziła(o) mi się. O dziwo MW przerobiłem jakiś czas później, potem jeszcze raz. Moja przygoda z tą częścią jest nieco "poszarpana", a to z tego względu, że grałem na pececie brata, który cholernie się przegrzewał (niee, nawet nie myśleliśmy o tym, żeby dołożyć wentylator czy wymienić pastę). Co jakieś 20-30 minut komputer przechodził w swój własny stan nieważkości, niwecząc cały mój dotychczasowy postęp. Zrozumiałem, że muszę być szybszy od złego blaszaka i częściej zapisywać grę. Oj, były z tym niezłe jaja, ale w końcu jest ostatni pościg, przeskakuję przez tę dziurę i...bum. Zgasł. Dlatego moje wspomnienia z MW nie są najlepsze.
     
    Rok później próba odświeżenia NFS'a przy pomocy Pro Streeta. Przyznaję bez bicia- nie grałem, ale po opiniach i recenzjach można wywnioskować, że próba ta nie wypadła najlepiej. A co widzę, gdy słyszę ten tytuł? Co najwyżej to
    http://wallpaperan.com/wallpaper/73-need-for-speed-pro-street-wallpaper.jpg
     
    A potem przyszła gra, którą określić można tak- "3xK"- katastrofa, kataklizm, klapa. Mowa oczywiście o Undercoverze, Nie było w nim nic, ale to kompletnie nic dobrego. Po prostu kompletne zero, nie wiem jak Black Box mogło wypuścić na rynek taki bubel. Grafika "prześwietlona", to co powinno być jasne było zbyt jasne, słońce nienaturalne, droga jakby wysmarowana oliwą. Auta brzmiały jak kosiarki, do tego prowadziły się jak kartony, fizyka jazdy leżała. Amerykańskie potężne maszyny muscle, którym "du*a" powinna chodzić od jednego pobocza do drugiego prowadziły się tak samo jak najzwyklejszy na świecie Golf. Fabuła niezbyt rozwinięta, zresztą jak w każdym innym NFS'ie. No i te denerwujące, nie dające się pominąć, przerywniki filmowe. Soundtrack? Nie skomentuję tego. Przepraszam, pominąłem istotny fakt- tuning nie był taki fatalny, najważniejsze, że był i dało się zmienić coś więcej niż kolor karoserii.
     
    Kolejny eksperyment, tym razem z nieco lepszym rezultatem- Shift. Gdyby nie przedrostek NFS nikt by nie powiedział, że to właśnie ta seria. A jednak. Slightly Mad Studios odeszło od tradycyjnych nielegalnych wyścigów i pościgów, przeszło na wyścigi całkowicie legalne, na torach. Tutaj był największy problem, podobnie jak w przypadku PS'a- "Ale jak to NFS na torach? No nieeee!". Mimo to nie było źle, NFS jako symulator wyścigów nie wypadł źle. U mnie jednak nie zagościł na długo.
     
    NFS: World. Kojarzycie? Ścigałka w multi, mapy znane z Carbona i MW (a więc chyba nie tylko wg mnie to dwie najlepsze części), wyścigi i pościgi, ciekawie rozbudowany tuning mechaniczny (to się chwali!) i wizualny, ogólnie rzecz biorąc gra jest całkiem fajna, tylko szybko się nudzi. Kolejne levele wbija się tak samo, niczym nie zaskakuje. Fizyka pościgów znana z Carbona, te same zalety i wady, a więc to jeszcze nie to. Fajnie, że gra wciąż jest aktualizowana i poprawiana, hakerów nie jest zbyt wielu, bawi tam sporo ludu, pograć można, ale na dłuższą metę, jak już mówiłem, da się zanudzić.
     
    Szybciutko lecimy dalej- Hot Pursuit, The Run i Most Wanted to ostatnie trzy Need for Speedy jakie świat widział (pomijając Shift 2 Unleashed), w każdym z nich przed premierą dopatrywano się powrotu do korzeni, zwłaszcza w tym ostatnim pokładano wielkie nadzieje, podtytuł Most Wanted do czegoś zobowiązywał. Czy gra z 2012 roku była lepsza od starszego o 7 lat pierwowzoru? Nie. Nawet mu do pięt nie dorastała. Wiadomo- grafika poszła do przodu i to mocno, ale całą resztę, na przedzie z gameplayem, szlag trafił. Auta pochowane po całym świecie przeżyję, ale usystematyzowanie i uproszczenie rozgrywki to cięższa sprawa. Zrób to, to i to, pokonaj tego, rozwal auto jego i swoje, gratulacje- wygrałeś. Tak jeszcze bodajże 10 razy i mamy koniec gry. Powiecie, że to samo mieliśmy w starym MW, okej, ale tam fabuła to wszystko ładnie łączyła, czuło się sens tego co się robi i po co się to robi. Wszystko miało swój cel, nic nie było pozostawione przypadkowi. Z powyższej trójki najlepiej spisał się chyba Hot Pursuit, który zasłynął z kilometrowych driftów oraz możliwości zagrania jako uciekinier, a także jako policjant. To był dobry ruch, to mi się podobało, demolowanie aut innych- oh yeah! gdyby tak tylko można wyłączyć te powtórki rozwałki...
     
    Za 2 miesiące premierę będzie miał NFS Rivals, pod wieloma względami ponoć innowacyjny. Najciekawszy wydaje się być tryb multi przeplatający się z single, duży otwarty świat no i powracająca personalizacja pojazdów. Niestety, przez "personalizacja" twórcy rozumieją tylko tuning wizualny. Wielka szkoda. Znowu będziemy grać jako stróż prawa i jako ktoś, kto je łamie, czyli pościgi i wyścigi będą, za to już należą się brawa i gratulacje. Postrzelamy impulsami elektromagnetycznymi , pozastawiamy kolczatki i blokady, wezwiemy helikopter, jak czołg przebijemy się przez każdą zaporę, odwdzięczymy się policjantom tym samym, zaplanujemy zasadzkę grupową. Możliwości na rozrywkę wiele, zobaczymy co z tego wyniknie. Grafika ma być iście next-genowa, w końcu generowana przez silnik Frostbite 3, odpowiedzialny przecież za BF 4. Kampanię, jak zapowiada Ghost Games, zrobimy w ok. 12h, czyli całkiem sporo jak na NFS. Czy teraz będzie to powrót do korzeni? Nie sądzę i nie wiem czy kiedykolwiek doczekamy się odsłony dorównującej tym starszym. Pod względem grywalności rzecz jasna. Załóżmy, że Rivals przejdę w te kilkanaście godzin, a MW (tego starszego) czy Carbona w kilka. Którą grę przejdę jeszcze raz z uśmiechem na twarzy, a do której nie wrócę już nigdy? Ja wiem, mimo, że znam każdy zakręt i zakamarek miast starszych części, każdy przerywnik, każdy dialog i każdą trasę, co wybiorę.
    Co może uratować Need for Speed'a przed niechybną zgubą? Zaprzestanie wydawania gier przez EA dla kasy, a zaczęcie dla graczy. To takie proste, wystarczy przejrzeć kilka stron i od razu wiadomo o co nam chodzi.
    Czy NFS odbuduje swoją dawną reputację? Mam nadzieję, że tak, bo na samej marce i nazwie to on za daleko nie zajedzie.
     
    Jeśli już przyzwyczaiło się nas do pewnego, równego, wysokiego poziomu, to jeszcze trzeba umieć go utrzymać.
     
    Dziękuję i zapraszam do dyskusji
  8. Zulaga
    Ostatnio pisałem o tym, że gry odprężają, relaksują, są powodem radości i przyjemności. Myślę, że się nie pomyliłem
    Czasami zdarza się jednak tak, że w grach są elementy denerwujące, niekiedy prowadzące do zażenowania i odstawienia gry na bok. Mieliście już tak kiedyś? Bo ja tak. O tym właśnie będzie ten wpis.
     
    Jak powszechnie wiadomo, gry idealnej nie ma, a przynajmniej ja takiej nie znam. Co sprawia, że właśnie takich ideałów nie ma? Drobne błędy, małe bugi, niewielkie niedociągnięcia, które mimo wszystko potrafią dać się we znaki. Przykład potwierdzający tę tezę? A choćby nasz znany i powszechnie uwielbiany, rodzimy Wiedźmin 2. Tak, dokładnie. Ode mnie dostałby 9+/10, czemu nie max? Temu, że Geralt, choć stare chłopisko z niego, wciąż nie umie skakać, co potrafi wkurzyć niesamowicie. To po primo, a po duo drzwi. Kto grał, ten wie o co chodzi, a dla tych co nie wiedzą to powiem, że przy każdorazowym przechodzeniu przez nie pojawiał się piękny ekran ładowania. Może to skutek dłuższego wczytywania się tekstur poziomu, ale żeby tak za każdym razem? Do tej pory nie mogę zrozumieć tych dwóch niedoróbek, które przecież były do wyeliminowania. Zostawmy już tego biednego Gierwanta.
     
    Co jeszcze nas bulwersuje..sporo by się tego znalazło. Nie mówię o przypadłościach z multiplayera, bo nie wyrobiłbym się do jutra, biorę pod uwagę tylko tryb single.
    O! Na pewno niewidzialne ściany i szeroko rozumiane przeszkody. W tym wyspecjalizował się Władca Pierścieni i Stalker, dodatkowo na pewno większość NFS'ów i Colin'ów (DIRT'ów także). Ileż ja się nieraz namęczyłem zanim wyjechałem z lasu w Colinie McRae '05 na szwedzkiej trasie z tą długą prostą...Niby jadę dobrze, w stronę światła między drzewami, jadę, jadę, bum, przygrzmociłem w coś, czego teoretycznie tam nie ma.
     
    Jedziemy dalej- niedające się wyłączyć przerywniki filmowe. Przy tym to naprawdę poziom irytacji sięga apogeum. O ile są to cutscenki, na których przebieg mamy jakiś wpływ, to ok, ale jeśli są to "suche" kwestie dialogowe, to opcja ich pominięcia powinna być obowiązkowa. Nie każdy ma na to czas i ochotę, jeśli taki filmik przedstawia rozwój fabuły- co z tego? Może ktoś jest przyszłym detektywem i taka retrospekcja wydarzeń będzie dla niego niezłą praktyką
     
    Co jest, a czego być nie powinno? Znowu NFS. Jadę Lambo szybszym niż wiatr, a tu ni z tego ni z owego, prując przez kartony, śmietniki i inne przeszkody, wyprzedza mnie Punciak. No nic, zostaje ostatnia deska ratunku- nitro. Jak wiadomo, zapewnia ono niemałego kopa, toteż doganiam poczciwego Fiata, wyprzedzam i pruję przed siebie, już widać metę, cieszę się z wygranej. Przedwcześnie- Punciak dopiero teraz "daje po garach" i finiszuje przede mną. Cóż, zostaje restart wyścigu, 2-gie miejsce to niestety porażka.
     
    GTA- szukam sobie jakiegoś odpowiednio szybkiego pojazdu, o, motor przejechał, dawaj za nim! Zapamiętuję gdzie pojechał, gdzie skręcił, zabieram auto i w pościg ruszam, jadę, jadę...i nic. Zniknął jak kamfora.
     
    Sterowanie, rzecz nadzwyczaj ważna, toteż często je ustawiamy skrzętnie i dokładnie, żeby grało się jak najlepiej. Niestety zdarzały mi się w niektórych grach przypadki takie, że po kilka razy zmieniałem połowę opcji, to samo dotyczy opcji graficznych. Za najbardziej denerwującą rzecz w tym wypadku uznaję sytuację, kiedy zaznaczam "Pełny ekran", a po ponownym uruchomieniu gry włącza się ona w okienku, a żeby znowu grać na "fullscreenie" trzeba grzebać w opcjach, przy czym często wymagany jest restart.
     
    Kończąc dodam, że to, co bolało już dawno temu, boli aż do teraz. Dlaczego...dlaczego w Mario nie można iść w lewo?!
     
    A Wy czego nie lubicie w grach, co Was drażni i wnerwia? Piszcie, pozdrawiam
  9. Zulaga
    Witajcie ponownie Dzisiaj, znowu za radą Synergii, zajmę się modem, którego nazwa zdradza wszystko- Iron Man IV. Za propozycję serdecznie dziękuję, jak widać, skorzystałem Autorami moda są H1Vltg3, JulioNIB, wapeddell oraz Quechus13. Grafikę mamy mniej więcej zrobioną, resztę, którą chciałem Wam pokazać także, a więc możemy przejść dalej. Od teraz jeśli macie jakiś mod, którego nie potraficie zainstalować czy po prostu nie działa, coś Was ciekawi i nurtuje to piszcie w komentarzach- większość modyfikacji jestem w stanie sprawdzić i przetestować. Miłego czytania i oglądania
     
    Nad tematem tego wpisu myślałem dosyć długo i postanowiłem pokazać jak wgrywać nowe mapy, a także modele postaci, jednak Synergia rzucił w komentarzu o tym modzie i to właśnie on będzie bohaterem tego materiału. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
    Do instalacji moda niezbędny będzie program OpenIV, który pobierzemy z oficjalnej strony- http://openiv.com/ bądź stąd http://tiny.pl/h3fm3. Skoro jesteśmy już przy pobieraniu, to tutaj link do samej modyfikacji- http://tiny.pl/h3fgh. Zajmuje ona prawie 180MB, niezbyt wiele patrząc na to, ile nowości wprowadza. Instalacja jest bardziej skomplikowana aniżeli przy poprzednich modyfikacjach, dlatego postaram się ją opisać jak najdokładniej, chociaż w pliku ReadMe.txt wszystko jest pięknie rozpisane.
     
    Na samym początku instalujemy OpenIV, uruchamiamy go i wskazujemy folder główny GTA IV.
    1. Z folderu Main files kopiujemy pliki Microsoft.Xna.Framework.dll, NAudio.dll oraz ScriptHookDotNet.asi a także foldery pc, common i Scripts, wklejamy je do głównego katalogu gry, podmieniamy.
    2. Teraz uruchamiamy OpenIV, wchodzimy do folderu anim, otwieramy plik anim.img, klikamy na File i Edit mode, potem Tak. W folderze z modem wchodzimy do Animation i przeciągamy plik parachute.wad do okna OpenIV. Sprawdzamy czy pojawił się on na liście plików, jeśli tak, to ok. Na koniec File i Rebuild (w instrukcji oficjalnej nic o tym nie ma, ale dla pewności warto wykonać ten krok). Kolejność screenów w spoilerze zgodna z instrukcją.
     
     
    3. W OpenIV wchodzimy do folderu models, potem cdimages, a na końcu otwieramy plik componentpeds.img. Ponownie wchodzimy w tryb edycji (jeśli przedtem nie wyszliśmy z programu, to nie będzie to konieczne). W folderze z modem wchodzimy do folderu Armors, zaznaczamy wszystkie pliki (folder SHIELD AGENTS... zostawiamy w spokoju!) i przeciągamy je do okienka programu, odczekujemy chwilkę aż je załaduje, znowu rebuild i znowu gotowe.
     
     
    4. Ponownie otwieramy plik componentpeds.img, w folderze z modem wchodzimy do SHIELD AGENTS (Optional, Repaces Cops, SWAT, FIB), zaznaczamy wszystko i wrzucamy do OpenIV. Rebuild i gitarka.
     
     
    5. Teraz w OpenIV idziemy do models, następnie do cdimages i otwieramy vehicles.img. W folderze z modem wbijamy do APC, zaznaczamy wszystkie pliki poza folderem common i przeciągamy do okna programu. Ostatni rebuild Program możemy zamknąć, a z owego folderu common-->data kopiujemy oba pliki (handling i vehicles). Teraz wchodzimy do głównego katalogu gry, potem do common, następnie do data, wklejamy i podmieniamy. Mod zainstalowany!
     
     
    Po nudnej, żmudnej i nie najłatwiejszej instalacji przyszedł czas na nagrodę-działanie (oby) w praktyce. Sprawdźmy zatem jak to teraz wygląda, o co chodzi i jak to wszystko działa.
     
    Moi drodzy...nie będę pisał zbyt dużo, musicie zobaczyć to sami. Podam tylko sterowanie, kilkadziesiąt screenów i...wracam latać po Liberty City!
     
    A więc tak- klawiszem "0" (zero) włączamy menu moda, po którym poruszamy się za pomocą strzałek w lewo i w prawo, zatwierdzamy enterem.
    Armors- wojownicy/roboty/nadludzie/mutanty (niewłaściwe skreśl), których mamy do wyboru, jest ich sporo, bo aż kilkadziesiąt.
    Invicible Iron Man- wybieramy zależnie od tego czy chcemy, aby nasz bohater mógł zostać pokonany.
    Never wanted mode- tak jak wyżej, wybór należy do nas- albo policja nas ściga, albo nie.
    Spawn ally- pojawia się nasz pomocnik, sojusznik.
    Spawn enemy- a tu przywołujemy wroga.
    Actual HUD- aktualnie wybrany HUD, do wyboru są 3 albo bez.
    Flight collision- kolizje podczas lotu również można wyłączyć.
    J.A.R.V.I.S. volume- głośność dźwięków wydawanych przez bohatera, jego bronie czy latanie.
    Current armor config- konfiguracja pancerza, przy tym nie grzebałem.
    Close- tego chyba tłumaczyć nie trzeba
     
    Co do samego sterowania- o ile jesteśmy pod postacią normalnego człowieka- nic się nie zmienia, póki jesteśmy na ziemi też nie- będąc robotem możemy nawet jeździć w samochodzie, choć teoretycznie nie jest to możliwe. Jak wzbić się w powietrze? Bardzo prosto, wystarczy dłużej przytrzymać spację i już jesteśmy w górze. Kontrola lotu jest do opanowania w 15 minut. W,S,A,D- poruszanie się na boki, do tyłu i do przodu. Shift- wznosimy się, Ctrl- opadamy. Bronie wybieramy albo za pomocą klawiszy 1-5 albo naciskamy na kółko i wybieramy coś z naszego arsenału. Wszystko jest intuicyjne i proste w obsłudze, myślę, że sobie z tym poradzicie bezproblemowo. A, zapomniałbym! Jak wylądować, spytacie. Tak samo jak w przypadku wzbijania się do lotu- przytrzymujemy spację.
    Dostępnego arsenału nie będę opisywał, wszystko widać na screenach.
     
     
     
    To by było wszystko na dzisiaj, co udało mi się dla Was przygotować Może być? Piszcie, pozdrawiam
  10. Zulaga
    Jako, że jest to mój pierwszy wpis, należałoby mi się przywitać, tak więc kłaniam się nisko i witam serdecznie, a do tego życzę miłego czytania
     
    Geralt z Rivii, Gwynbleidd, któż go nie zna? Najbardziej znany i lubiany zabójca potworów, który jest tworem genialnego polskiego pisarza fantasy, Andrzeja Sapkowskiego.
     
    Wiedźmin jak to wiedźmin, trudne ma życie. Jego ścieżka gęsto usłana jest trupami wszelakich stworzeń i istot, nie zabija bez powodu, jeśli może- oszczędzi życie, ale takich sytuacji jak na lekarstwo, a może i wcale. Jego zadaniem jest ochrona ludzi przed potworami, a jak wiadomo- zdarza się, że człowiek to kawał bestii, więc nie tylko strzygi, endriagi i utopce padają łupem Białego Wilka.
     
    To tak słowem króciutkiego wstępu, na wypadek, gdyby ktoś nie kojarzył postaci wykreowanej przez Sapkowskiego. Myślę jednak, że dla większości z Was jest ono zbędne, bo który z graczy nie miał w jakimkolwiek stopniu do czynienia z Geraltem? Wielu jest takich, którzy sagę o Wiedźminie znają na wylot, cytatami mogliby sypać na lewo i prawo, a do tego żadne pytanie dotyczące przygód zabójcy potworów nie jest w stanie ich zagiąć. Na naszym forum również nie brakuje ludzi pasjonujących, lubujących się w prozie Sapkowskiego. Poza książkami był jeszcze film i serial, ale te nie odniosły większego sukcesu, w przeciwieństwie do gier o Białym Wilku. W tym miejscu zaczyna się właściwa historia.
     
    Nie mam zamiaru opowiadać fabuły dwóch pierwszych części, jeszcze bym popsuł komuś zabawę, a tego robić nie mam zamiaru. Ujawnię natomiast rąbek tajemnicy i powiem, że akcja pierwszej części gry rozgrywa się po wydarzeniach, które znamy (albo i nie) z sagi.
     
    Wiedźmin jako produkcja warszawskiego studia CD ProjektRED odniosła olbrzymi sukces, o czym świadczyć mogą dziesiątki zdobytych nagród i odznaczeń, w tym wiele prestiżowych wyróżnień. Polacy pokazali całemu świata, jak robi się gry. Dobre, ba, świetne gry!
     
    Wydanie drugiej części było tylko i wyłącznie kwestią czasu. Premierę zaplanowano na maj 2011r, terminu dotrzymano. Wszyscy liczyli na powtórzenie sukcesu pierwszej odsłony, dni do premiery dłużyły się niemiłosiernie, lecz w końcu nastał od dawna wyczekiwany dzień i na naszych komputerach/ Xbox 360 zawitał Wiedźmin 2: Zabójcy Królów. CD Projekt RED po raz kolejny udowodniło, że jak Polacy się już za coś zabierają, to na porządnie. A przynajmniej było tak w tym przypadku. W sumie w branży gier największe polskie studia chyba nie mają na co narzekać, ale to temat na inną okazję. Posypały się kolejne wyróżnienia i nagrody, Barack Obama opuścił Polskę z kolekcjonerką "dwójki", a liczby dotyczące sprzedaży były oszałamiające.
     
    W sumie obie gry sprzedały się dotychczas w ponad pięciu milionach egzemplarzy na całym świecie, kupowano i wersje pudełkowe, i cyfrowe. Cena podczas premiery mogła zszokować- była wyjątkowo niska jak na panujące standardy. Do tego wersję podstawową zupełnie za darmo można zaktualizować do rozszerzonej. Nie zastosowano żadnych systemów antypirackich, które na dobrą sprawę i tak zostałyby złamane w krótkim czasie. Niestety, nawet grę rodzimego studia piracono wielokrotnie. Takie czasy, każdy chce mieć coś za darmo, jakby ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wiele pracy, trudu i wysiłku trzeba było włożyć, aby uzyskać tak fantastyczny efekt końcowy.
     
    Wiedźmin 2: Zabójcy Królów zadowolił niemalże każdego, nawet tych najbardziej wybrednych i wyczulonych na błędy graczy. Pozostawił po sobie wiele pytań i mało odpowiedzi. Intrygujące jest, jak ta fascynująca opowieść zostanie zwieńczona, jaki los czeka Białego Wilka, co się stanie z tym i owym, czy spotkamy postaci z części pierwszej, czy wrócimy do miejsc, w których kiedyś już byliśmy...Pytań jest naprawdę dużo, a wszyscy chcą otrzymać wiarogodne zakończenie. Takie, które odpowie na wszystkie zapytania, nie pozostawi żadnych wątpliwości, zaskoczy nas swoją oryginalnością i niebanalnością, a na końcu zostawi z szeroko otwartymi ustami. Któż nie chciałby zobaczyć takiego zakończenia na własne oczy?
     
    Dzisiaj... mamy dzisiaj. Wiemy, że Wiedźmin 3: Dziki Gon będzie ostatnią częścią przygód Geralta, to największy ból i minus, ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy. Wielu graczy po ujawnieniu tytułu, a właściwie podtytułu, kręciło nosami i narzekało, że coś jest nie tak, że nie brzmi to za dobrze. Po angielsku brzmi to "Wild Hunt", czyli tłumacząc na nasze- "dzikie polowanie". Jednak wracając do polskiej formy tego wyrażenia, nie wiem z jakiego powodu spotkała się z taką falą krytyki. W końcu Dziki Gon jest czymś związanym bezpośrednio z Wiedźminem, z jego historią i najwidoczniej będzie tematem przewodnim w nadchodzącej odsłonie. Nie ma się o co spinać, tak ustalili REDzi i tak będzie
     
    Wiedźmin 3: Dziki Gon ma być lepszy od obu poprzednich części, ma być najlepszy. Innej możliwości nie ma. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mówią...i mają rację. Pierwsze informacje, przecieki, screeny czy trailer wywołały ogromny szum, podgrzewając atmosferę jeszcze bardziej. Dlatego na REDach ciąży tak ogromna presja, wszyscy liczymy na epickie zakończenie legendy o Geralcie z Rivii, który na dobrą sprawę sobie na nie zasłużył. To musi być coś wyjątkowego, wspaniałego. Coś, o czym przez długi czas nie zapomnimy. Na papierze zarys gry wygląda jak należy- przeogromny, otwarty świat, który będziemy mogli do woli penetrować. Wiele lokacji wykończonych z dbałością o najmniejsze detale, dziesiątki godzin świetnej zabawy, nieliniowa, dojrzała fabuła. Do tego dołóżmy tradycyjnie już świetny soundtrack, bajeczną (może to i niezbyt dobre określenie, jeśli zrozumiemy je zbyt dosłownie) grafikę. Premiera w przyszłym roku, murowany kandydat do gry roku również. Kto wie, czy nie będziemy mieli do czynienia z najlepszym tytułem RPG w historii. Bo o to, jaka gra będzie najlepszą zrobioną przez naszych rodaków, to ja się nie martwię.
     
    Podsumowując - warszawskie studio (a teraz także i krakowskie) stoi przed największym wyzwaniem w karierze, nawalić nie mogą, każdy szczegół, nawet najmniej istotny, musi być na cacy. My, gracze, jesteśmy bezlitośni i wychwycimy każdy błąd, nawet ten malutki, ale wiem, że tutaj nie będziemy musieli się martwić o marną optymalizację, oprawę, fabułę, irytujące bugi i błędy. Odpalamy i przenosimy się do świata Geralta, emanującego złem i krwią. Po prostu gramy i przesiąkamy tym klimatem, z każdą godziną wgłębiając się w historię jeszcze bardziej, dokładniej. A potem, kiedy skończymy, wszystko wróci do normy, z tą różnicą, że na każde frapujące nas pytanie będziemy znać odpowiedź. Na zakończenie cytat zapożyczony z oficjalnej witryny o Wiedźminie, powoli wprowadzający nas w atmosferę i nastrój gry. Gry, na którą czekają wszyscy.
     
    Wojna z Nilfgaardem pogrzebała stary porządek. Północ pogrążona jest w chaosie, a maszerujące armie zostawiają za sobą plagę potworów. Geralt z Rivii powraca na wiedźmiński szlak.
  11. Zulaga
    Jak zdążyliście już może zauważyć, moje poprzednie wpisy były dość długie, a więc aby Was przypadkiem nie zanudzić, ten będzie nieco krótszy. A przynajmniej takie mam założenie teraz, z pustym arkuszem przed sobą, co z tego wyjdzie- zobaczmy
     
    Battlefield 4 to kolejny gorący tytuł, w który będziemy mogli pograć już w październiku tego roku. Gorący z wielu względów, a głównie dlatego, że to po prostu kolejny BF. A jak wiadomo, "beef", to dobra strzelanka, przynajmniej dla tych, którzy nie są zagorzałymi, ślepo zapatrzonymi w CODY fanami. W drugą stronę też to działa. Są też tacy, którzy lubią obie serie albo nie lubią żadnej z nich. I do pewnego stopnia to rozumiem. Wolałem to napisać, żebyście nie uważali mnie za postronnego, o nie, bo grałem zarówno w Battlefieldy jak i Call of Duty. I tu, i tu strzela się przyjemnie, nie mam zastrzeżeń, a to chyba najważniejsze.
     
    Wiadomo, "czwórka" od "trójki" ma być lepsza pod każdym względem, źle by było, gdyby tak miało nie być. Inteligentniejsi przeciwnicy, ciekawsza kampania, która w "trójce" krótko mówiąc nie powalała, lepsze multi, jeszcze piękniejsza i realniejsza grafika. Jeśli o multi chodzi, to EA DICE musi się nieźle postarać, żeby było lepsze aniżeli w poprzedniej części. Wielu multi BF'a 3 określa jednym, znaczącym więcej niż 1000 słów, wyrazem. "Zaje..fajne", rzecz jasna.
     
    A teraz danie główne. Oprawa wizualna w "trójce" stała na bardzo wysokim poziomie, ale był jeden spory minus, może nie tyle chodziło o samą grafikę, ale o...możliwość rozwalania, co jednak w jakimś stopniu wiąże się z grafiką. Brakowało tego, co było mocną stroną Bad Company 2- totalnej rozpierduchy otoczenia, walących się budynków, spadających na głowę cegieł i dachu. W skrócie- mało było elementów podatnych na zniszczenia i czynniki zewnętrze, ot choćby na takie jak RPG czy granat. W nadchodzącej odsłonie ta niedoskonałość ma być zażegnana, a demolować i burzyć będziemy mogli mniej więcej tyle ile w BC2. Lepiej? Lepiej.
     
    Część właściwą czas zacząć, bo się nie zmieszczę...ostatnimi czasy można zauważyć dziwny, aczkolwiek wydaje mi się, zrozumiały trend. Im lepsza grafika, tym lepsza gra. Ja się pod tym nie podpisuję i nie utożsamiam w jakimkolwiek stopniu. Z jednej strony podziwiać realistyczne widoki, idealnie odwzorowane samochody, doskonałą mimikę twarzy postaci...ale z drugiej mieć uczucie prowadzenia kartonu, bezsensownego przemierzania rozległych lokacji i słuchania głupich, tandetnych dialogów. Coś jest nie tak, bo grafika to nie wszystko. Według mnie, moim osobistym, prywatnym zdaniem, tak było w kampanii "trójki". Ta kampania naprawdę była słaba, tyle można o niej dobrego powiedzieć. Choć określenie "słaba" na dobre nie wygląda
     
    Panowie (i zapewne Panie) z EA obiecają, że tym razem klapy nie będzie, że rozgrywka dla jednego gracza nie zawiedzie, że będzie odpowiednio długa i wciągająca. Nie mówię o kilkudziesięcio-godzinnej przygodzie, ale więcej niż te kilka godzin by się przydało. Rzecz jasna, BF'a nie kupuje się dla single, lecz dla multi, no ale może akurat Internet zawiedzie i co wtedy.
     
    Frostbite 3 ma być "cudotwórcą" jeśli chodzi o generowane obrazy, fizykę obiektów, system zniszczeń czy też mądrze brzmiące rozpraszanie podpowierzchniowe. Do tego doszedł postęp i myśl technologiczna, chęć przeniesienia realności do wirtualności. Spotkałem się z tezą, która mówi, że to już nie gra, a film interaktywny. Coś w tym musi być. Kto oglądał trailery czy kawałki gameplaya przyzna, że coś jest na rzeczy, że są powody ku temu, aby takie twierdzenia śmiało wysuwać. Wspomniana wcześniej mimika twarzy jest tak idealnie realistyczna, że łatwo byłoby o pomyłkę. Nie ma kanciastych twarzy, oczu o kształcie innym niż te nasze, prawdziwe. Jest za to piękna gra światła i cienia, promienie słoneczne widoczne we mgle i w kurzu, są tryskające iskrami rozerwane przewody, są tysiące drobnych i dużych kawałków szkła z rozbitej szyby, są tumany kurzu wzbijane przez upadające cegły i belki, długo można by wymieniać. Już nawet ptaki i włosy zachowują się jak prawdziwe, za sprawą kolejnych rewolucyjnych rozwiązań i zastosowanych technologii. Ku czemu to wszystko prowadzi? Ku temu, że wirtualność będzie się równała pod względem wyglądu realności, no bo lepiej chyba być nie może. Czy BF4 będzie zatem idealnym symulatorem pola walki? Się dowiemy. Oby tylko nie skopali optymalizacji, bo oglądać te cuda-wianki przy 20fps to marna sprawa.
     
    Reasumując - czy doznamy graficznej rewolucji? A może to tylko kolejny poziom ewolucji? Ewolucji, która za chwilę dogoni świat realny. Ale przegonić nie da rady. Przynajmniej tak myślę.
  12. Zulaga
    Ano właśnie, dlaczego? Pytanie teoretycznie banalne, a odpowiedź, prawdę mówiąc, wydaje się być jeszcze prostsza - bo wszyscy gracze, pecetowi gracze, tego chcą. A odmowy w żadnym wypadku nie przyjmą do wiadomości.
     
    Kiedy Rockstar ogłosił, a właściwie potwierdził prace nad najnowszą odsłoną legendarnej już serii, zawrzało. W pozytywnym tego słowa znaczeniu rzecz jasna, a jakby inaczej. Przecież każda kolejna część GTA to kasowy hit, gra nie na jeden raz.
    Studio powoli odkrywało kolejne karty, w końcu poznaliśmy datę premiery, ogólny zarys rozgrywki, nowinki, z jakimi się spotkamy, a także to, co już znamy. No i dowiedzieliśmy się też, na czym przyjdzie nam zagrać. Wiadomo, konsole. Na PS3 i Xbox360 zagramy (nie ja, bo nie mam żadnej z konsol) już we wrześniu, a dokładniej siedemnastego. O nextgenach nie wspomniano, ale jakoś trudno sobie wyobrazić, żeby o nich zapomniano. Mam nadzieję, że tak samo jest w wypadku poczciwych blaszaków.
     
    Cofnijmy się o kilka lat. GTA IV z hukiem wchodzi na scenę gamingu pod koniec kwietnia 2008r, lecz tylko gamingu konsolowego. Minęło niespełna osiem długich miesięcy zanim w nasze ręce trafiła wersja na komputery. Doczekaliśmy się i według mnie warto było czekać. Jasne, gra ma niemało błędów, optymalizacja woła o pomstę do nieba, ale to wciąż dobra, wciągająca na długie godziny strzelanka. Chyba żaden fan serii nie obrazi się za takie określenie, bo co jak co, ale nie umiem wyimaginować sobie GTA bez ulicznych strzelanin, pocisków przelatujących koło głowy, odgłosów wybuchu granatu czy uganiania się za policjantami z kijem bejsbolowym. Po prostu nie da się i koniec.Takie GTA raczej nazwałbym Simsami. A teraz wróćmy.
     
    Konsolowcy już zacierają ręce na "piątkę" i słusznie, bo gra zapowiada się wyjątkowo dobrze. Nie skłamię chyba, jeśli uznam, że może być przyczyną wielu zawalonych sprawdzianów/egzaminów czy też zaspań do pracy/szkoły. Zresztą nie kojarzę, by jakakolwiek odsłona GTA zapowiadała się źle. By jakakolwiek gra zapowiadała się źle.
    Dobre ostatnich kilka odsłon, czyli te, w które jeszcze pogrywamy (na myśli mam oczywiście IV, SA, Vice City i Epizody z LC) łączy jedno- tytuł główny i to, że każda z nich wydana została i na konsole, i na PC. Kurde, dwa to więcej niż jeden...wakacje mi nie służą.
    Jeśli mnie pamięć nie myli, a wiedzcie, że jest bardzo omylna, to w przypadku GTA IV było podobnie jak jest teraz. Jakby zapomniano o komputerach, odsunięto je na drugi plan. Ale w końcu gra z serbskim rozrabiaką w roli głównej zawitała na pecety. Nie tylko zawitała, ale i co nieco namieszała swoją obecnością. Niestety nigdzie nie widnieją (tj. nie umiem znaleźć) informacje o tym, w jakiej ilości sprzedała się gra z rozróżnieniem na PC i konsole. Wiem natomiast, że w sumie do tej pory kupiono ponad 25 mln egzemplarzy na całym świecie. Do tego należy doliczyć minimum drugie tyle, biorąc pod uwagę wersje mniej oryginalne. I darmowe zarazem.
     
    W ostatnim czasie głośno zrobiło się o petycji graczy, której celem jest wstrząśnięcie Rockstarem i przekonanie ich do wydania "piątki" na pecety. Tutaj owa petycja, na wypadek, gdyby ktoś chciał się do niej dopisać. http://www.change.org/petitions/rockstar-release-gta-v-on-pc
    Nie mam zielonego pojęcia czy przyniesie ona jakikolwiek skutek, ale moją głowę zaprząta inna sprawa- czy ominęła mnie gdziekolwiek informacja o tym, jakoby Rockstar zaznaczył, że najnowsza część GTA nie trafi na komputery? Nie mogę sobie niczego podobnego przypomnieć. Według mnie taka petycja miałaby sens tylko wtedy, gdyby studio takową wiadomość nam przekazała. Jasną i prostą, kończącą dyskusję. Wtenczas można by ową petycję złożyć, a potem zalać linkami do niej cały świat. No, ale w każdym razie Rockstar wie, na co czekamy.
    Całkiem sporo jest osób, które uważają, że wyczekiwana wersja pecetowa nigdy nie powstanie i nie zagości na naszych kompach. Nie wiem jaki jest tego powód, pewno taki, że GTA lepiej sprzedaje się na konsole. Banalny, aczkolwiek niepodważalny argument w tej dyskusji. Mimo to przez myśl mi nie przechodzi, abym w GTA V na blaszaku nie zagrał.
     
    Moim zdaniem niewydanie gry na PC będzie jak strzał może nie w stopę, ale w ramię już tak. Stopy, załóżmy, będą konsolami, ramię- komputerami. Wiadomość o braku wersji konsolowej byłaby co najwyżej słabawym żartem na Prima aprilis, nie branym na serio, bo nikt, ale to nikt, nie wyobraża sobie czegoś takiego. Dlatego konsole to stopy, dzięki którym Rockstar bez czy też z PC sobie poradzi. Sytuacja jest zgoła odmienna patrząc z drugiej strony- brak informacji (ale nie informacja o braku wydania gry na PC) o planach jeśli chodzi o kwestię wersji na PC jest brany całkowicie poważnie. A przynajmniej przez posiadaczy konsol. Przyjmijmy, że amerykańskie studio wyda GTA V na konsole, ale na komputery już nie. Czy Rockstar będzie miał z tego powodu jakieś kłopoty? Problemy? Nie. A na pewno nie finansowe. Stopy całe i zdrowe, można biec i hulać, zgarniać grubą kasę za sprzedaż gier na konsole. A ustrzelone ramię? Krwawi, lecz w niczym nie przeszkadza, zabliźni się. Kilkaset tysięcy egzemplarzy w tę czy drugą stronę nie zrobi im dużej różnicy. Ale graczom już zrobi różnicę. I to ogromną. Wiem...dziwne porównanie, ale akurat takie a nie inne przyszło mi na myśl. Porównywania konsol do stóp nie odbierajcie jako zalążek do wojny
    Właśnie dlatego GTA V zawita na komputery. Rockstar nie odważy się na taki ruch, bo przez to straciłby wielu fanów swoich gier. A fan to fan- wytrzyma wszystko, ale nie zdradę. A za taką można by uznać brak gry na blaszaka. Starego, dobrego blaszaka. Nigdy nie rozumiałem wojny konsolowcy vs pecetowcy. Nigdy nie miałem konsoli, grałem tylko na kompie, może to temu. O tym też tu kiedyś napiszę. O nieskończonych dyskusjach, przekrzykiwaniach, co jest lepsze a co gorsze, co do grania a co do oglądania, przy czym trzeba siedzieć w fotelu, a przy czym można rozwalić się na kanapie. Spokojnie, napiszę o tym, jeśli będziecie chcieli i jeśli odnajdę w sobie na tyle pokładów energii i chęci, żeby przekopać się przez dziesiątki stron wirtualnych bitew słownych.
    Zgubiłem wątek.
     
    GTA V wyjdzie na PC, wspomnicie moje słowa za jakiś czas A jeśli nie wyjdzie...poczekam do następnej części. Jeśli i wtedy nie będzie mi dane zagrać, podpiszę się pod tą cholerną petycją, byle przyniosła skutek. Choć wiem, że Rockstar zrobi wszystko według własnego widzimisię. A jak przyniesie wyczekiwany efekt, nie będę wiedział o co chodzi. A zatem chodzi o pieniądze. Jak zwykle.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...