Skocz do zawartości


Uwaga, ta strona używa Cookies
Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.
Dowiedz się więcej    
Akceptuję

Lenovo K5 - Atomowe uderzenie

Lenovo K5 - Atomowe uderzenie

Kiedy nieco ponad dwa tygodnie temu odbierałem od kuriera zawiniątko, w którym miał spoczywać Lenovo K5 miałem już o nim wyrobioną opinię. Kolejne, niczym nie wyróżniające się średnio półkowe urządzenie od znanego producenta i z grubo przesadzoną ceną. „Xiaomi przejdzie przez niego jak traktor przez masło.” – pomyślałem złośliwie, a na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek. Podziękowałem grzecznie kurierowi i wróciłem do domu. Nigdy nie przewidziałbym jednak tego co miało się wydarzyć za chwilę…

 

Załączona grafika

 

…a dla tych, którzy nie chcą przebijać się przez przydługie słowo pisane i przeżywać razem ze mną wszystkich emocji, jakie towarzyszyły mi przy testowaniu K5-ki…

 

…Wideo recenzja:

 

WSTĘPU SŁÓW KILKA

 

Od razu po przekroczeniu progu rzuciłem się do zrywania folii zabezpieczającej paczkę (no może nie tak od razu…). Po przedarciu się przez dwie warstwy różnych folii zabezpieczających moim oczom zaczęło ukazywać się niewielkie, białe kartonowe pudełko. Wiedziałem już czego spodziewać się w środku.


 

Po uprzątnięciu stołu ze wszystkich śmieci jakie pozostały po „brutalnym” unboxingu (biodegradowalne - zielony, plastik - żółty, papier - niebieski, biodegradowalne - zielony, plastik - żółty, papier - niebieski…), wziąłem głęboki wdech i… musiałem wrócić się po nóż. Trafił do mnie fabrycznie nowy egzemplarz, prosto z linii produkcyjnej, byłem więc zmuszony wziąć coś ostrego, aby dostać się do środka. Czyż to nie cudowne, że jestem pierwszą osobą, która może wziąć ten telefon w dłoń, włączyć go i patrzeć jak się uruchamia?! Poczułem się jak Kolumb stawiający jako pierwszy człowiek swoją stopę na nowym, nieodkrytym jeszcze przez ludzkość lądzie. …ale zaraz, przecież w swoich rękach trzymało go już przecież co najmniej kilkadziesiąt osób, które go składało. Więc nie ma się jednak czym tak ekscytować.
Po przedarciu się z pomocą noża przez ostatnią linię oporu, jaką stanowiła plomba zabezpieczająca, moim oczom ukazała się zawartość pudełka. Zgodnie z trendami, które panują w pakowaniu telefonów od premiery pierwszego iPhone (dla zmylenia przeciwnika Apple nazwało go 2G), na samej górze znajdował się telefon, a pod fałszywym dnem na którym spoczywał, reszta akcesoriów. Chociaż jednak odstąpiono tu nieco od utartego kanonu… Telefon od razu w pudełku umieszczony jest w estetycznym, mlecznym futerale, pod nim zaś znalazłem jeszcze folię ochronną. Etui tak dobrze komponuje się z telefonem, że z początku w ogóle go nie zauważyłem. Moje wątpliwości zaczęło dopiero wzbudzać umieszczenie przycisku Power w zagłębieniu, kiedy próbowałem włączyć telefon. Jak się po chwili przekonałem, brak wady wzroku wcale nie musi oznaczać posiadania daru spostrzegawczości.

Załączona grafika

 

Tradycyjnie odłożyłem telefon na bok i zacząłem przekopywać się przez dołączone w zestawie akcesoria. W moje ręce pierwsza trafiła ładowarka i wywarła na mnie pozytywne wrażenie – wykonana ze śnieżnobiałego poliwęglanu, o ostrych kantach, agresywnej, prawie „Gamingowej” stylistyce a co najważniejsze, z całkiem dużym natężeniem prądu wyjściowego. Niestety, był to jedyny pozytywny akcent wśród wszystkich „standardowo” dołączanych akcesoriów.
Po chwili w moje łapki trafił kabel USB. Zasadniczo ma on jeden plus: JEST i na tym niestety koniec. Został wykonany z taniego, również białego plastiku. Gdybym urodził się wtedy kiedy moi rodzice, to jego stylistyka zapewne przypomniałaby mi młodzieńcze lata i wąsatego hydraulika Mariana. Wbrew temu co powtarzają niektórzy, to w przypadku kabli USB najważniejszy jest rozmiar, a nie technika. Niestety Lenovo nie ma się tu czym pochwalić – kabel ma tylko metr długości i podczas późniejszego użytkowania ledwo starczał, aby położyć ładujący się telefon na biurku. Krótki kabel USB zapewnił mi wiele emocji i nieprzespanych nocy – spadnie czy nie spadnie?
Na koniec przyszedł czas na słuchawki. Przelało to czarę goryczy – Lenovo poszło po najmniejszej linii oporu i dodało najtańsze, douszne słuchawki. Całe pozytywne wrażenie, jakie towarzyszyło mi na początku rozpakowywania pudełka wyparowało, pozostał tylko niesmak. Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego producenci nie dołożą tych 5 złotych (czyli około 1,5 $) i nie dodadzą do zestawu chociaż podstawowych słuchawek dokanałowych, żeby ich klienci nie ogłuchli po dwóch tygodniach słuchania muzyki. Zapewne pozostanie to dla mnie na wieki nieodkrytą tajemnicą, ale zawsze warto próbować…

 


 

Nieco zrezygnowany, wziąłem się za pierwszą konfigurację systemu. Wszystko przebiegło bez żadnych problemów i zaskoczeń. Facebook zainstalowany, więc możemy brać się do testów!

 

SPECYFIKACJA

 

…Ale zanim jeszcze przejdziemy do testów, z poczucia kronikarskiego obowiązku, najważniejsze cechy tego urządzenia:


Załączona grafika

 

A dla tych, którym Excel i wszelkie liczby kojarzą się ze znienawidzoną matematyką i innymi ścisłymi nieszczęściami… najważniejsze cechy w formie tekstu ciągłego.
Lenovo K5 zostało wyposażone w pięciocalowy wyświetlacz o rozdzielczości HD (720p). Napędza go ośmiordzeniowy procesor (8x1,4 GHz) SNAPDRAGON 415 oparty na rdzeniach Cortex A53, wspomagany układem graficznym Adreno 405. Pamięć RAM to 2 GB, zaś dla użytkownika przygotowano 16 GB pamięci, z czego około 9-10 jest dostępnych na start (resztę zajmuje system i aplikacje systemowe). Na szczęście istnieje możliwość poszerzenia jej o kolejne 32 GB za pomocą karty Micro SD. Telefon posiada dwa aparaty: przedni o rozdzielczości 5 MP (w dalszej części poświęcę mu na pewno jeszcze kilka słów…), a także główną jednostkę o rozdzielczości 13 MP, wspomaganą diodą LED. Telefon obsługuje dwie karty SIM w formacie mikro. Bateria ma zaś pojemność 2750 mAh. Uf, koniec cyferek…

 

JAKOŚĆ WYKONANIA, OBUDOWA, ZŁĄCZA

 

Lenovo na naszym rodzimym, polskim rynku oferuje K5-kę w trzech różnych wersjach kolorystycznych: białej, srebrnej (taka trafiła do mnie do testów), a także zgodnej z dawną filozofią Forda – czarnej. Producent przy każdej możliwej okazji chwali się również, że obudowa została wykonana z aluminium co ma gwarantować tak pożądany ostatnio „primjum fil”. I w rzeczy samej, telefon wygląda bardzo ładnie i dobrze leży w dłoni. Zgodnie z zapewnieniami producenta większość obudowy została wykonana ze stopu aluminium. Jedynie górna i dolna część tylnej klapki to plastik. Nie powinno się jednak tego rozpatrywać jako wady. Dzięki takim rozwiązaniom konstrukcyjnym, Lenovo nie było zmuszone do dodawania jakże „gustownych” plastikowych pasków, które tak często mamy okazję spotykać w iPhone, czy Samsungach, aby zapewnić antenom bezproblemowe działanie. My zaś dzięki temu rozwiązaniu nadal mamy możliwość samodzielnego demontażu tylnej klapki, a co za tym idzie i wymiany baterii. Szkoda, że choć klapka tak bardzo zachodzi na boki, to bezpośrednio przy ekranie jest zastąpiona cienką, wykonaną z czarnego, błyszczącego plastiku ramką. Niestety ta ostatnia nie jest wcale odporna na upadki i zarysowania. Nie istnieje również żadna prosta metoda jej wymiany – jest na stałe zintegrowana z ekranem urządzenia. A przecież można było skopiować design ze starej, poczciwej Nokii Lumii 630…

Załączona grafika

Załączona grafika

 

Jeżeli ktoś z Was myśli jeszcze, że Lenovo dorzuciło do zestawu dedykowaną folię ochronną z czystej dobroci serca, to już może przestać się łudzić. Prawdopodobnie ktoś w zarządzie Lenovo wyliczył, że taniej wyjdzie dorzucić do zestawu folijkę, niż… zamontować szkło na ekran. Wprawdzie nie udało mi dotrzeć do żadnej oficjalnej informacji, jakie tworzywo zostało zastosowane do ochrony frontu urządzenia, jednak patrząc na to jak łatwo wywołać tak zwane „pływanie ekranu”, jak szybko się to tworzywo rysuje, i że nie atakują nas ze wszystkich stron bilbordy „Goryl przeszedł do Lenovo”, to śmiało można założyć, że znajduje się tam plastik. Na usprawiedliwienie dla Lenovo dodam, że wszystko przy większym, czy mniejszym wysiłku da się porysować. Tak, nawet to słynne Gorilla Glass 4 i szafirowe szkło (w momencie pisania tego tekstu Gorilla Glass 5 było dostępne, jednak jedynie w „bombowych” Note 7) da się całkiem łatwo porysować. Paradoksalnie więc zabieg ten może mieć głębszy sens, bowiem bez naklejonej folii na ekran, nigdy po dłuższym czasie użytkowania nie będzie on bez skazy. Jeżeli mi nie wierzycie, to rzućcie okiem na film poniżej.


Kolejną istotną kwestią wartą poruszenia jest rozmieszczenie złączy i przycisków funkcyjnych. Te odpowiadające za regulację głośności i wybudzanie urządzenia są standardowo umieszczone na prawej krawędzi. Są stosunkowo duże, skok pod palcem jest doskonale wyczuwalny. Jedyne co mogę im zarzucić to to, że są nieco zbyt wąskie, jednak nie przeszkadza to w codziennym użytkowaniu.

Załączona grafika

 

Przeciwna krawędź jest wolna od jakichkolwiek przycisków czy portów, zaś na dole znajduje się jedynie mikrofon do rozmów głosowych. Nie chcę Wam jeszcze zdradzać co dokładnie o nim myślę, jednak moja opinia o nim na pewno nie jest neutralna.

 

Załączona grafika

 

 

 

Załączona grafika

 

Brak portu USB na dolnej krawędzi zwiastuje jego alternatywne położenie. Niestety Lenovo zdecydowało się na umieszczenie go na górnej krawędzi, zaraz obok złącza Jack 3,5 mm. Osobiście nie przepadam za złączami USB umieszczonymi na górnej krawędzi. Zabieg taki bardzo uprzykrza prowadzenie rozmów telefonicznych z jednocześnie ładującą się baterią (zwłaszcza, jeżeli kabel od ładowarki ma METR długości…). Również przeglądanie stron w pozycji wertykalnej nie jest tak przyjemne jak przy standardowym umiejscowieniu portu ładowania.

Załączona grafika

 

Bezpośrednio nad ekranem znajdują się czujniki (zbliżeniowy, a także pomiaru światła), wielokolorowa dioda powiadomień (niestety, niezbyt jasna) kamerka do selfie i wideo rozmów, a także oczywiście głośnik aktywny podczas prowadzenia rozmów.


Załączona grafika

 

Duży plus należy się Lenovo za umieszczenie przycisków funkcyjnych pod ekranem. Dzięki temu nie marnujemy cennej przestrzeni na ekranie, a przestrzeń pod nim jest efektywnie wykorzystana. Niestety nie są one podświetlane, co w ciemnościach może utrudnić korzystanie z nich.

 

WYŚWIETLACZ

 

Lenovo zdecydowało się na zastosowanie w K5-ce pięciocalowego (5’’) wyświetlacza o rozdzielczości HD, co daje 294 piksele na cal. Choć to niewiele mniej niż w najnowszym (jeszcze niedostępnym w Polsce) iPhone 7, który kosztuje jakieś pięć razy więcej, to jednak piksele są widoczne „gołym” okiem. Nie przeszkadza to bardzo znacząco, jednak można odczuć wyraźną różnicę przesiadając się z urządzenia z cztery razy wyższą rozdzielczością ekranu. Warto odnotować też, że nawet w tańszych urządzeniach spotyka się ekrany Full HD. Jeżeli należysz (tak jak i ja) do grupy ludzi, którym to przeszkadza Lenovo przygotowało właśnie dla Nas alternatywę – Lenovo K5 Plus, który oprócz nieco szybszego procesora posiada także ekran Full HD.
Ekran Lenovo K5 został wykonany w technologii IPS, co przynajmniej w teorii powinno gwarantować duże kąty widzenia, nasycone kolory, dobry kontrast i wysoką jasność. Na szczęście w tym przypadku w zdecydowanej większości teoria pokrywa się z praktyką. Dopiero przy większym odchyleniu pojawia się delikatna degradacja kontrastu, czernie wyświetlanie przez urządzenie od Lenovo nie mają wprawdzie startu do tych prezentowanych przez Amoled-y, lecz jest to spowodowane przez nieprzekraczalne bariery technologiczne, a w swojej kategorii wypadają bardzo dobrze. Wyświetlacz Lenovo K5 wyświetla żywe mocno nasycone kolory. Co również warto odnotować producent pozwala na manualne sterowanie ich nasyceniem. Jedynym aspektem do którego można się przyczepić to poziom jasności, który na pewno nas nie oślepi. O ile nie zamieszkujemy w glinianej chatce na środku Sahary, nie powinno nas to martwić.

 

SYSTEM

 

Testowany przeze mnie telefon działa pod kontrolą Androida 5.1.1 wraz z autorską nakładką VIBE UI prosto od Lenovo. Choć Android 7.0 już za pasem, to producent nie pokusił się jeszcze o aktualizację tego urządzenia nawet do Androida 6.0. Może to zatem zwiastować najgorsze, że K5 pozostanie do końca z robocikiem od Google w wersji piątej. Co ciekawe jednak, w czasie trwania testów smartphone otrzymał dwie aktualizacje, o łącznym rozmiarze ponad 100 MB. Cóż, jak niektórzy mawiają nadzieja umiera ostatnia…

Załączona grafika

 

Pierwsza aktualizacja
Przechodząc już jednak do tego co w systemie najważniejsze, czyli funkcjonalności, to stwierdzam, że Lenovo się przesadnie nie popisało… Owszem, mamy możliwość zmiany motywu, jednak jest ich dostępnych jak na lekarstwo, dorzucono również kilka ładnych, kolorowych tapet, możemy zmienić animacje przerzucania pulpitów. Takie dodatki jednak nie robią już na nikim wrażenia. Wartym odnotowania jest to, że standardowo, zaraz po wyjęciu z pudełka struktura menu jest całkowicie płaska. Na szczęście (osobiście nie jestem fanem tego rozwiązania) istnieje możliwość łatwej zmiany tego w ustawieniach i przywrócenia domyślnego wyglądu z szufladą na aplikacje. Konkurencja również to ma.
Lenovo dorzuca od siebie również kilka przydatnych aplikacji. Są to między innymi: antywirus McAfee, Kompas, Evernote, Skype, Eksplorator Plików, Tap the Frog (usunięta wraz z instalacją drugiej aktualizacji), czy też… DOLBY MOBILE (o tym ostatnim więcej nieco niżej – atomowe uderzenia) i kilka innych. Znów większość z tych pozycji za darmo znajdziemy w Sklepie Play, lub u konkurencji. Co w tym przypadku pozytywnie wyróżnia Lenovo to to, że nie narzuca nam ono korzystania ze wszystkich aplikacji, które dorzuca od siebie. Zdecydowaną większość z nich możemy zupełnie odinstalować.

Załączona grafika

 

Programy dodawane przez Lenovo na start (zaznaczone czerwoną pentlą)
Nie uświadczymy tu za to opcji wybudzenia, czy zablokowania telefonu, za pomocą podwójnego tapnięcia, nie ma tu obsługi skrótów rysowanych na wygaszonym ekranie, które automatycznie prowadzą do wybranych aplikacji, nie ma także możliwości włączenia opcji szybkiego rozruchu (Fast Boot)… W skrócie: bieda. Chociaż nie tak do końca… Lenovo wyczuwając rosnącą popularność wirtualnej rzeczywistości zaimplementowało do swojego K5 dedykowany tryb VR (włączany z poziomu menu zasilania). Po jego aktywacji telefon zaczyna wyświetlać dwa oddzielne obrazy, dla każdego oka osobno. Niestety, z powodu niskiej rozdzielczości wyświetlacza zamontowanego w K5 pozostaje to raczej ciekawostką. Jestem za to ciekaw, jak ta funkcja sprawdza się w jego starszym barcie, Lenovo K5 Plus.

 

WYDAJNOŚĆ

 

K5-ka dysponuje ośmiordzeniowym procesorem SNAPDRAGON 415 o taktowaniu 1,4 GHz. Wbrew temu, co mogło by się wydawać oczywiste na pierwszy rzut oka, ilość rdzeni jest tylko jednym z (wielu) czynników wpływających na ogólną wydajność i responsywność urządzenia. W tym przypadku mamy do czynienia ze średnio półkowym rozwiązaniem.
W najpopularniejszych benchmarkach telefon osiąga całkiem niezłe wyniki. Oczywiście są one kilka razy niższe, niż w przypadku topowych urządzeń, lecz ich cena jest również kilkukrotnie większa. W Antutu Benchmark urządzenie od Lenovo osiąga około 28 000, zaś w GeekBench 4 jest to odpowiednio około 500 punktów w teście jednego rdzenia i 1500 w teście wydajności wszystkich rdzeni.

Załączona grafika

 

 

 

Załączona grafika

 

Co nam jednak przyjdzie z suchych wyników w benchmarkach, jeżeli mogą się one nie przełożyć na codzienne użytkowanie? Jeżeli chcecie zobaczyć, jak K5-ka radzi sobie w najbardziej wymagających grach dostępnych na Androida, to rzućcie okiem na film poniżej. Zdradzę tylko, że na pewno nie będziecie zawiedzeni.


 

FILMY

 

Zapewne wielu z Was, którzy dotrwali do 6 strony tekstu (a przynajmniej tak twierdzi Word) zastanawia się co wspólnego ma tytuł tej recenzji z jej treścią. Wytrzymajcie jeszcze chwilę.
…a teraz powróćmy do filmów. Lenovo dodaje od siebie aplikacje „Filmy”. Wbrew temu co mogło by się wydawać, nie służy ona do odtwarzania filmów, a tylko wyświetla wszystkie pozycje, jakie znajdują się w pamięci naszego urządzenia. Filmy domyślnie są odtwarzane w programach dostarczonych przez Google. Warto zatem doinstalować jakiś inny, dodatkowy odtwarzacz o większej funkcjonalności, na przykład MX Player.
Teoretycznie telefon odtwarza wideo w maksymalnej rozdzielczości Full HD. I rzeczywiście, 1080p to żaden problem dla dziecka Lenovo. Postanowiłem więc pójść krok dalej i przerzucić do pamięci urządzenia filmy w rozdzielczości 2K i 4K (do odtworzenia takich materiałów może okazać się konieczny dodatkowy program – domyślny odtwarzacz obsługuje multimedia tylko do Full HD). Z wideo w 2K Lenovo K5 nie miało żadnych problemów, również w przypadku rozdzielczości 4K obraz odtwarzany był płynnie, jednak co chwila zanikał dźwięk (efekt ten uchwycony jest w wideo recenzji).
Podsumowując: jest lepiej niż obiecuje producent, a do ideału brakuje naprawdę niewiele.

 

ROZMOWY GŁOSOWE

 

W czasach świetności Nokii 3310, był(by) to podpunkt nie do pominięcia (gdyby wtedy publikowano testy telefonów) – w końcu telefon, jak sama nazwa wskazuje służy do dzwonienia. No, czasami młodzież napisze, jak to się tam nazywało… ESEMESA, ale przecie to niewygodne… Lepiej zadzwonić.
W dzisiejszych czasach zaś ta pierwotna funkcja telefonu coraz bardziej odchodzi w zapomnienie. Po samym sobie widzę, że wolę napisać do kogoś za pomocą Facebooka, niż do niego zadzwonić. Dlatego też szczególnie cieszy mnie, że Lenovo nie zapomniało o tych osobach, dla których telefon to nadal narzędzie przede wszystkim do dzwonienia. Nie przedłużając już, jakość rozmów jest po prostu wyśmienita! Nie przypominam sobie, żeby rozmawianie przez telefon sprawiało mi taką przyjemność (a telefonów używałem już około 20…). Zarówno po stronie Lenovo K5 jak i po stronie rozmówcy głos brzmi bardzo czysto, nie jest zniekształcony, ma się wrażenie, jak gdyby osoba z nami rozmawiająca siedziała zaraz obok nas, a nie była oddalona czasem nawet o tysiące kilometrów. Również po przełączeniu się w tryb głośnomówiący zachowana pozostaje wysoka jakość dźwięku. Mój „królik doświadczalny” nie mógł uwierzyć, że dzwonię z telefonu za kilkaset złotych, a nie ze swojego prywatnego flagowca.

 

DŹWIĘK

 

UWAGA! Usiądźcie wygodnie, rozsiądźcie się w swoich fotelach, wbijcie palce w oparcie i trzymajcie się mocno, nadchodzi ATOMOWE UDERZENIE! Tak, DŹWIĘK. Przez wielkie „D”.

Załączona grafika

 

Tak, zdecydowanie największą, najlepszą, najwspanialszą cechą Lenovo K5 jest DŹWIĘK. Początkowo sądziłem, że zastosowana technologia Dolby ATMOS to kolejny marketingowy bełkot, który ma zamydlić oczy nieświadomemu konsumentowi. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy włączyłem odtwarzacz muzyki! W K5-ce zamontowano dwa głośniki, dzięki czemu możemy wsłuchać się w efekt stereo. Co więcej pomimo swojej wysokiej głośności (około 85 decybeli) dźwięk pozostaje niezwykle czysty.
Zaciekawiony podłączyłem do urządzenia swoje prywatne słuchawki. Oniemiałem z wrażenia. Dźwięk produkowany przez Lenovo K5 jest lepszy niż ten, którym poszczycić się mogą Wolfson-y montowane w Exynosach (ogólnie uważane za jedne z najlepszych kart dźwiękowych w urządzeniach mobilnych). Nie było to jednak maksimum tego, na co stać K5. Po niewielkich korektach dźwięku w aplikacji Dolby Mobile prawdziwe ATOMOWE UDERZENIE po prostu rozsmarowało mnie na ścianie. Nie sądzę, żeby na rynku był obecnie dostępny telefon oferujący lepszą jakość dźwięku.
W tym wszystkim jest jednak pewien problem… a są nim dołączane w zestawie słuchawki. Nie rozumiem dlaczego Lenovo, posiadając w swoim portfolio tak znakomity telefon muzyczny nie dołączyło do zestawu słuchawek renomowanego producenta…
Jeżeli chcecie wykrzesać 100% z tego urządzenia, to przygotujcie się na dodatkowy wydatek w postaci dobrych słuchawek. Uwierzcie mi, warto.

 

APARAT

 

I niestety znów obniżamy nieco loty…
Jak wspomniałem wcześniej Lenovo K5 dysponuje dwoma aparatami: głównym o rozdzielczości 13 MP i przednim o rozdzielczości (teoretycznie) 5 MP. Zacznijmy jednak od głównej jednostki.
W dzisiejszych czasach 13 MP nie robi na nikim wrażenia. W końcu, wiele lat temu Nokia zaprezentowała już telefon z aparatem 41 MP. I rzeczywiście, aparat w Lenovo K5 nie powala. Zdjęcia nie mają zbyt wielu szczegółów, za to wiele szumów. Nawet w idealnym oświetleniu dużo brakuje do ideału. W gorszych warunkach ilość szumów staje się jeszcze większa i bardziej widoczna.
Lampa błyskowa nie zawodzi, lecz też nie błyszczy. Po prostu spełnia swoje zadanie.
Warto również wspomnieć, że domyślnym aspektem, w jakim wykonywane są zdjęcia jest 4:3. W dobie wszechobecnych ekranów panoramicznych i zyskujących coraz większe uznanie rozwiązań ultra panoramicznych jest to niezrozumiałe. Po zmianie proporcji zdjęcia na 16:9 rozdzielczość spada do niecałych 10 MP – po prostu software-owo telefon obcina paski z dołu i z góry zdjęcia.

Załączona grafika

Domyślny aspekt 4:3 (13 MP)

 

 

 

Załączona grafika

Aspekt 16:9 (~10 MP)

 

Telefon dysponuje trybem HDR, co ciekawe jednak, nie można go używać z włączoną lampą błyskową. Wóz albo przewóz. W przypadku zdjęć wykonywanych w dzień, włączenie HDR polepsza nieco kolory. Cuda zaś dzieją się w przypadku zdjęć wykonywanych w słabym oświetleniu. Nie dość, że szumy pozostają nadal na zdjęciu w podobnej ilości, to w dodatku, jeżeli w polu widzenia aparatu znajdzie się źródło światła, zdjęcie zostanie zdecydowanie prześwietlone. Suma summarum na zdjęciu widać równie niewiele, co z wyłączonym HDR-em, jednak są one zdecydowanie mniej zbliżone do rzeczywistego wyglądu sceny.


Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień, HDR wyłączony

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień, HDR włączony

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień, HDR wyłączony

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień, HDR włączony

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w nocy, HDR wyłączony

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w nocy, HDR włączony

 

 

 

Jeszcze większe schody pojawiają się w przypadku przedniego aparatu. W teorii jest to 5 MP moduł. Co ciekawe, największą rozdzielczością, jaką udało mi się osiągnąć było Full HD, czyli około 2 MP. Skontaktowałem się w tej sprawie z innymi testerami i oni również napotkali ten problem.
Jakość zdjęć z przedniej kamerki jest jeszcze gorsza – zdjęcia są po prostu rozmazane.

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień przednim aparatem (2 MP)

 

 

 

Załączona grafika

Zdjęcie wykonane w dzień przednim aparatem (2 MP)

 

Aparat ten na pewno starczy do cyknięcia okazyjnej fotki z imprezy rodzinnej, urodzin kolegi, czy śmiesznie wyglądającego mima na rynku w Krakowie, jednak dla wszystkich fanów Instagrama i mobilnej fotografii będzie to zdecydowanie za mało.

 

Link do pobrania zdjęć w oryginalnym rozmiarze:
https://1drv.ms/f/s!...jWape4LpBBxlJ1w

 

BATERIA

 

Lenovo K5 dysponuje akumulatorem litowo-jonowym o pojemności 2750 mAh. Nie jest to specjalnie dużo, jednak biorąc pod uwagę zastosowanie procesora opartego na energooszczędnych rdzeniach Cortex A53, a także ekranu o stosunkowo niskiej rozdzielczości powinno to być aż nadto. Warto przypomnieć również, że bateria jest wymienna (co ostatnimi czasy niestety przestało być czymś oczywistym), więc w podróży możemy posiłkować się zapasowym ogniwem.
Zgodnie z oczekiwaniami, bateria w smartphone od Lenovo radzi sobie całkiem dobrze. W przypadku ciągłego użytkowania odmówi ona współpracy po około 4-5 godzinach, zaś w przypadku normalnego, intensywnego użytkowania możemy spodziewać się pełnego dnia na jednym ładowaniu, a może nawet nieco więcej… Jeżeli telefon będzie użytkowany jako… telefon, czyli stricte do dzwonienia, bateria może rozładować się nawet dopiero po ponad tygodniu.

Załączona grafika

 

Naładowanie baterii od 0% do 100% zajmuje dwie godziny, zaś w ciągu dwóch pierwszych kwadransów zyskacie około 35% zapasu energii.

 

PODSUMOWANIE – HIT, KIT, CZY KASZANA?

 

Nadszedł czas na zebranie wszystkich informacji o Lenovo K5 i podsumowanie ich. Zatem czy warto zakupić ten telefon?
Jak zwykle odpowiedź zależy od Waszych oczekiwań i zasobności portfela. Najprościej byłoby powiedzieć: „To zależy”…
Jeżeli poszukujecie urządzenia, z ogromem dodatkowych funkcji, ekranem ostrym jak brzytwa, z najlepszą wydajnością oferowaną w danej cenie, ze świetnym aparatem, to… szukajcie gdzie indziej.
Jeżeli jednak zależy Wam na telefonie z dobrym czasem pracy na baterii, prostym, intuicyjnym interfacem, „primjum fil”, świetnej jakości rozmów głosowych, niespotykanej nawet w o wiele droższych urządzeniach, a przede wszystkim z fenomenalną jakością dźwięku, to możecie usiąść wygodnie. Właśnie znaleźliście to, czego szukaliście – Lenovo K5.
Od siebie dodam jeszcze, że pisząc tę recenzje bardzo brakuje mi Lenovo K5. Choć cały dom skacze ze mną w rytm muzyki, to nie tak wysoko jak wcześniej…


  • 6

* * * * * 5 głosów


Recka ok, tylko wersja wideo płacxe od monotonnego czytania z kartki. Telefon widać nie wnosi nic nowego w segment 

    • 1
Dzieki za miłe słow. Heh, tak się składa, że jeszcze nigdy niczego na yt nie nagrywałem z kartką :-D. Co do samego telefonu, to jego największym plusem dla mnie jest dźwięk. Tak się składa, że mam u siebie S7 edge na stałe i bez problemu go pobija (w rozmowach telefonicznych też).
    • 0
Choć recenzja nie idealna, to do ideału brakuje jej najmniej ze wszystkich napisanych na blog-u. Rzeczowa, dowcipna, jest dużo zdjęć (ale nie za dużo jak u innych)... Jedyne do czego można się przyczepić to to, że troszkę za długie to wyszło (chociaż osoby na prawdę zainteresowane tym urządzeniem na pewno się ucieszą). Masz mój głos :)
    • 0

Choć recenzja nie idealna, to do ideału brakuje jej najmniej ze wszystkich napisanych na blog-u. Rzeczowa, dowcipna, jest dużo zdjęć (ale nie za dużo jak u innych)... Jedyne do czego można się przyczepić to to, że troszkę za długie to wyszło (chociaż osoby na prawdę zainteresowane tym urządzeniem na pewno się ucieszą). Masz mój głos :)

 

Dzięki. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, ale i tak widzę progres względem tego co było kilka lat temu (zwłaszcza wideo). Zapraszam na mój kanał i kolejne recenzje!

    • 0

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze

Czerwiec 2017

N P W Ś C P S
    123
45678910
11121314151617
1819202122 23 24
252627282930